Kiedy sport i zdrowie stają się obsesją

Można regularnie trenować, mieć świetną sylwetkę, coraz lepsze wyniki i dietę dopiętą na ostatni guzik. Z zewnątrz widzisz człowieka, który wyjątkowo dobrze o siebie dba. Ale w rzeczywistości coraz większa część życia zaczyna być podporządkowana treningowi, jedzeniu, kontroli i wyglądowi własnego ciała. A to może prowadzić do poważnego kryzysu. 

I właśnie dlatego granica pomiędzy dbaniem o siebie a przymusem nie zawsze jest łatwa do zauważenia. Co właściwie jest niepokojącego w tym, że ktoś regularnie ćwiczy, zdrowo je, jest konsekwentny i chce coraz lepiej wyglądać? 

O tym, kiedy sport przestaje służyć zdrowiu, a zdrowe odżywianie zaczyna przejmować kontrolę nad życiem, rozmawiamy z Tomaszem Spaleniakiem – trenerem triathlonu i biegania, dietetykiem oraz zawodnikiem sportów wytrzymałościowych.

Wszystko wygląda dobrze. Tylko organizm „leci na kredycie”

Na pytanie – czy sport to zdrowie – Tomasz Spaleniak nie odpowiada jednoznacznie: „Sport może wyniszczyć, może wzmacniać, może wyjaławiać. Oddziaływanie sportu może być bardzo różne”. I dodaje, że z zewnątrz można tego długo nie zauważyć. Ktoś ma coraz lepsze wyniki, bardzo dobrą sylwetkę, wzorcową dietę i dyscyplinę. Wszystko wygląda książkowo. „A pod powierzchnią organizm może lecieć na kredycie, który prędzej czy później trzeba będzie spłacić” – dodaje Spaleniak.

Ten kredyt może być fizyczny i psychiczny. Jednym z problemów dobrze opisanych w medycynie sportowej jest niska dostępność energii (LEA) – sytuacja, w której po uwzględnieniu energii zużytej podczas wysiłku organizmowi pozostaje jej za mało na prawidłowe funkcjonowanie. Jeśli taki stan jest nasilony lub trwa długo, może prowadzić do RED-S – względnego niedoboru energii w sporcie. Dotyczy to zarówno kobiet, jak i mężczyzn. Konsekwencje mogą obejmować m.in. zaburzenia hormonalne i metaboliczne, problemy z odpornością i zdrowiem kości, gorszą regenerację, samopoczucie i wyniki sportowe.

Co może być sygnałem, że coś zaczyna iść nie tak? Spaleniak wymienia spadek chęci nie tylko do treningu, ale w ogóle do aktywności, brak progresu lub pogorszenie wyników, problemy ze snem, zmiany apetytu i coraz gorszą regenerację. Nie zawsze więc pierwszym sygnałem będzie poważny problem zdrowotny, czasem najpierw po prostu zaczyna brakować energii.

Trening zrobiony. A co z resztą dnia?

W rozmowie pojawia się również przykład osób, które Spaleniak jako trener nie zachęca do większego wysiłku, lecz przeciwnie – powstrzymuje przed przekraczaniem własnych granic. „Cokolwiek im wpiszę, wszystko wykonają. Mają w sobie ogromną dyscyplinę” – mówi.

Problem w tym, że nie zawsze powiedzą trenerowi, jak naprawdę się czują. Tłumią zmęczenie, bagatelizują ból czy pierwsze oznaki kontuzji. Jest plan, są zawody, trzeba robić formę – z takiego założenia wychodzą. I trening rzeczywiście zostaje wykonany. Tyle, że później „reszta dnia jest tak w trybie zombie i za bardzo nie ma chęci na nic innego”.

To jest właśnie moment, któremu warto się przyjrzeć. Nie dlatego, że intensywny trening nie ma prawa męczyć. Ma. Pytanie brzmi raczej: co dzieje się, kiedy organizm mówi „stop”? Czy potrafię odpuścić trening? Czy dzień bez ćwiczeń jest po prostu dniem odpoczynku, czy pojawia się napięcie i poczucie winy? Czy realizuję plan mimo bólu, choroby i wyczerpania? Czy poza sportem nadal mam energię na pracę, ludzi i rzeczy, które wcześniej były dla mnie ważne?

Kiedy „jeszcze trochę” nigdy nie wystarcza

W rozmowie o zaburzeniach odżywiania u mężczyzn pojawia się temat bigoreksji, czyli dysmorfia mięśniowa. Spaleniak opisuje mechanizm, który może rozwijać się stopniowo. Ktoś zaczyna od chęci zrzucenia kilku kilogramów i osiąga cel, ale widzi, że inni mają więcej mięśni. Zaczyna więc pracować nad umięśnieniem. Potem chce być jeszcze bardziej wyrzeźbiony.

I nawet kiedy sylwetka obiektywnie jest już bardzo dobra, zadowolenie nie przychodzi. Inni mówią: świetnie wyglądasz, a człowiek patrzy w lustro i nadal widzi przede wszystkim to, czego jeszcze mu brakuje.

Dysmorfia mięśniowa, potocznie nazywana bigoreksją, nie jest formalnie klasyfikowana jako zaburzenie odżywiania. Jest postacią dysmorficznego zaburzenia ciała. Może jednak wiązać się z bardzo restrykcyjnym jedzeniem, kompulsywnym treningiem i silną koncentracją na sylwetce. Charakterystyczne jest przekonanie, że ciało jest niewystarczająco duże lub umięśnione, mimo że inni mogą postrzegać je zupełnie inaczej. To ważne także dlatego, że zaburzenia odżywiania u mężczyzn nadal łatwo przeoczyć.

Mężczyzna niekoniecznie chce być coraz chudszy

Przez lata zaburzenia odżywiania kojarzyły się przede wszystkim z bardzo szczupłą dziewczyną lub młodą kobietą. Tymczasem u mężczyzn problem może wyglądać inaczej. Nie zawsze chodzi o to, żeby ważyć jak najmniej. Celem może być jednocześnie więcej mięśni i mniej tkanki tłuszczowej: większa klatka piersiowa, bardziej widoczne mięśnie, mocniej wyrzeźbione ciało.

Do tego dochodzi coś, o czym Spaleniak mówi wprost: ambicja, potrzeba udowodnienia sobie albo komuś siły i nieokazywanie słabości. Odpuszczenie treningu, nawet kiedy organizm wysyła mocne sygnały, może wtedy zostać potraktowane jak porażka. Sam zna ten mechanizm również z własnego doświadczenia: “Przez wiele lat próbowałem to przepchnąć kolanem i nie słuchałem organizmu, a ten się buntował”.

Zamiast potraktować to jako informację, złościł się: dlaczego organizm jest taki słaby, skoro trzeba trenować coraz mocniej, bo przecież jest plan? „To była ślepa uliczka” – dodaje. 

Kiedy zdrowe odżywianie przestaje być zdrowe?

Podobnie może być z jedzeniem. Początek nie musi wyglądać niepokojąco. A nawet przeciwnie: ktoś postanawia lepiej się odżywiać, zwracać uwagę na skład produktów, ograniczyć żywność wysokoprzetworzoną. To zachowania, które zwykle uznajemy za dbanie o zdrowie. Tylko gdzie jest granica?

Trener triathlonistów odpowiada prosto: „Myślę, że wtedy, kiedy ciągle o tym myślimy, o tym, co się zjadło, co się później zje i ciągle liczy kalorie w głowie, a to już jest czymś nienaturalnym”.

W tym kontekście mówi się o ortoreksji – nadmiernej, sztywnej koncentracji na jedzeniu uznawanym za zdrowe, właściwe czy „czyste”. Ortoreksja nie jest obecnie osobną diagnozą w głównych klasyfikacjach psychiatrycznych, a jej kryteria nadal są dyskutowane. Samo zdrowe odżywianie oczywiście nie jest problemem. Znaczenie ma to, co zaczyna dziać się wokół niego.

Czy lista produktów, których „nie wolno” jeść, robi się coraz dłuższa? Czy złamanie własnych zasad powoduje lęk albo poczucie winy? Czy trudno zjeść coś, czego składu i kaloryczności nie znam? Czy rezygnuję ze spotkania, wyjazdu albo wizyt w restauracji bo nie będę miał pełnej kontroli nad jedzeniem? I wreszcie: ile miejsca w głowie zaczyna zajmować jedzenie?

Granica między dbaniem o siebie a przymusem nie zawsze jest wyraźna. Zwłaszcza kiedy z zewnątrz wszystko wygląda dobrze: jest dyscyplina, trening, zdrowe jedzenie i świetna sylwetka. Warto jednak zatrzymać się wtedy, gdy jedzenie, wygląd i aktywność fizyczna zaczynają zajmować coraz więcej miejsca w głowie i coraz bardziej decydować o tym, jak wygląda reszta życia.

O czym warto pamiętać?

  1. Dobra sylwetka i świetne wyniki nie są dowodem zdrowia.
    Z zewnątrz wszystko może wyglądać „książkowo”, a organizm może być przeciążony i funkcjonować przy zbyt małej dostępności energii.
  2. Nie każdy, kto potrzebuje pomocy, wygląda na osobę chorą.
    Zaburzenia związane z jedzeniem, treningiem i obrazem ciała mogą długo kryć się pod dyscypliną, sportowym stylem życia i dbaniem o siebie.
  3. U mężczyzn problem nie zawsze oznacza chęć bycia coraz szczuplejszym.
    Celem może być więcej mięśni, mniej tkanki tłuszczowej i coraz bardziej wyrzeźbiona sylwetka. Dlatego zaburzenia łatwiej przeoczyć.
  4. „Zdrowe jedzenie” przestaje być zdrowe, kiedy zaczyna rządzić życiem.
    Coraz więcej zakazanych produktów, ciągłe liczenie, myślenie o kolejnych posiłkach, lęk przed odstępstwem od planu – to sygnały, którym warto się przyjrzeć.
  5. Umiejętność odpuszczenia jest częścią zdrowego trenowania.
    Jeśli trening trzeba wykonać mimo bólu, choroby czy wyczerpania, a dzień bez ćwiczeń wywołuje napięcie lub poczucie winy, nie chodzi już tylko o konsekwencję.
  6. Warto patrzeć nie tylko na trening i dietę, ale na resztę życia.
    Jeśli na pracę, relacje, spotkania czy zwykłą przyjemność zaczyna brakować energii albo wszystko trzeba podporządkować jedzeniu i ćwiczeniom – to ważny sygnał ostrzegawczy.

Rozmowa została zrealizowana w ramach cyklu poświęconego zaburzeniom odżywiania, realizowanego przez Fundację IDEA w ramach Gdańskiego Miesiąca Zdrowia Psychicznego, finansowanego przez Miasto Gdańsk.

Prowadzenie: Aldona Dybuk i Marcin Dybuk

Gdzie szukać pomocy?

Jeśli niepokoi Cię Twoja relacja z jedzeniem, własnym ciałem lub treningiem, porozmawiaj z lekarzem, psychologiem, psychoterapeutą lub specjalistą zajmującym się zaburzeniami odżywiania.

116 123 – telefon zaufania dla osób dorosłych w kryzysie emocjonalnym
116sos.pl – pomoc online dla osób dorosłych w kryzysie

800 70 2222 – Centrum Wsparcia dla Osób Dorosłych w Kryzysie Psychicznym, bezpłatnie, całodobowo
centrumwsparcia.pl – czat i informacje o dostępnej pomocy

W sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia lub zdrowia zadzwoń pod 112 lub zgłoś się do najbliższej izby przyjęć/SOR.

Poprzednie podcasty i teksty cyklu poświęconego zaburzeniom odżywiania