Mont Blanc z synem. Rozpoczynam najważniejszą wyprawę najbliższych lat

Za dwa lata chcę stanąć z Dawidem na szczycie Mont Blanc. Nie jadę tam po rekord, nie chcę nikomu niczego udowadniać. Chcę przeżyć przygodę z synem i wejść na górę, która od dawna była jednym z moich marzeń. Wiem jednak, że przede mną długa droga. Mam 10 kilogramów nadwagi, i słabą kondycję. Dlatego właśnie zaczynam przygotowania do wyprawy, która może okazać się jedną z najważniejszych w życiu.

Pomysł wyszedł od Dawida. Zdobywa Koronę Europy i na trzydzieste urodziny, które będzie obchodził w 2028 roku, zaprosił mnie do wspólnego wejścia na Mont Blanc. Na francuski i włoski wierzchołek.

Nie zastanawiałem się długo

Bo choć góry nigdy nie były moim naturalnym środowiskiem, to od razu poczułem, że nie chodzi wyłącznie o wspinaczkę. Chodzi o wspomnienia, relację i doświadczenie, które zostanie z nami na zawsze.

„Można powiedzieć, że nawet jest to w pewnym sensie jedno z moich marzeń – pójść na taką wyprawę z synem”.

Dwa lata brzmią jak dużo czasu. W rzeczywistości to niewiele, zwłaszcza gdy trzeba odbudować formę. Jeszcze kilka lat temu – osiem dokładnie – przebiegałem 10 kilometrów poniżej 40 minut, półmaraton w półtorej godziny, a maraton kończyłem z czasem 3:38. Startowałem w triathlonach i nie musiałem zastanawiać się, czy dam radę.

Dziś rzeczywistość wygląda inaczej

Jest kilka dodatkowych kilogramów, brak regularności, osłabione mięśnie głębokie i świadomość, że organizm po pięćdziesiątce potrzebuje rozsądku bardziej niż ambicji. Już kilka razy próbowałem wrócić do biegania i kończyło się to kontuzją albo przeciążeniem.

Dlatego tym razem chcę zrobić wszystko inaczej.

Pierwszy krok już wykonałem. W poniedziałek poszedłem pobiegać. Garmin zaproponował tempo 7:15 na kilometr. Dla człowieka, który pamięta siebie biegnącego znacznie szybciej, było to niemal upokarzające doświadczenie.

„Nie umiem tak wolno biegać. Głowa pamięta, że kiedyś było szybciej, ale wiem, że tym razem muszę działać z głową”.

To nie będzie tylko trening biegowy. Będzie rolowanie, wzmacnianie mięśni, nauka odpoczynku, lepsze jedzenie i sen. Będą rozmowy z ludźmi bardziej doświadczonymi ode mnie, szukanie specjalistów i prośby o pomoc. I przede wszystkim seria badań. Na pierwsze umówiony jestem już w czwartek. W laboratorium już czekają na moją krew.

Bo Mont Blanc, choć przez wielu uznawany jest za „prostą” górę, potrafi być wymagający i bezlitosny wobec tych, którzy go lekceważą. Dawid już dziś mówi mi, że przed wyprawą muszę przejść zimowy kurs wysokogórski i zdobyć szczyt przekraczający 4000 metrów, by sprawdzić, jak mój organizm reaguje na wysokość.

Dawid ma rację

Nie chcę być dla niego ciężarem. Nie chcę powtórki z jednej z naszych wcześniejszych wypraw, kiedy ciężki plecak i nieprzygotowane plecy sprawiły, że syn musiał przejąć część mojego bagażu.

„Nie czułem się z tym najlepiej. Z drugiej strony było w tym coś pięknego – móc przyjąć pomoc od własnego syna”.

Za dwa lata będę miał 54 lata. To wciąż wiek, w którym można zdobywać szczyty. Trzeba jednak uczciwie spojrzeć w lustro i przyznać, że forma nie wraca sama.

Ta historia nie jest więc tylko o Mont Blanc. Jest o relacji ojca z synem. O tym, że w dorosłym życiu dzieci wciąż można przeżywać wspólne przygody. O marzeniach, na które nigdy nie jest za późno.

Marzę o tym, by kiedyś przeżyć coś podobnego także z Majką i Kajtanem. Nie musi to być wyprawa w góry. Każde z nich ma swoje pasje i własny świat. Chciałbym jednak zostawić im wspomnienia, do których będą wracać po latach.

„Fajnie byłoby zrobić z dziećmi coś takiego, co zostanie z nimi i ze mną. Co kiedyś będą mogli opowiadać dzieciom, o tym co zrobili z dziadkiem”.

Przygotowania rozpoczęte. Nie wiem jeszcze, jak ta droga będzie wyglądała. Wiem tylko, że chcę wejść na Mont Blanc z Dawidem.

I właśnie dlatego ruszam

Przez najbliższe dwa lata będę dzielił się kolejnymi etapami tej podróży – sukcesami, kryzysami, treningami i błędami. Raz w tygodniu postaram się przygotowywać raport z przygotowań, a na Facebooku i Instagramie pokazywać, jak wygląda droga na dach Europy.

Jeśli macie doświadczenia, rady albo po prostu dobre słowo – zapraszam do tej wyprawy.

Liczby wyprawy 🙂

Mont Blanc 4805 m n.p.m.

1700-1900 metrów przewyższenia

10-15 godzin zwykle trwa atak szczytowy i zejście, w zależności od trasy i warunków

777 dni (umowne) do terminu wejścia – to ma być sierpień, wrzesień 2028 roku. Za 777 dni będzie 30 sierpnia 2028 roku

111 tygodni do wyprawy

300 różnych treningów. Planuję biegi, pływanie, rower, treningi siłowe, kontrolne starty w zawodach biegowych i triathlonowych

Marcin Dybuk – w podróży do męskości