Młodzi i dzieci w sieci – od TikToka po presję cyfrowej perfekcji

TikTok, Instagram, influencerzy, filtry, lajki i komentarze. Młodzi ludzie dorastają w świecie, w którym wygląd jest nieustannie oglądany, oceniany i porównywany. Problem nie zaczyna się jednak w telefonie i nie kończy po wyłączeniu aplikacji. To, co dzieje się w sieci, spotyka się z tym, czego dziecko doświadcza w domu, w szkole, w grupie rówieśniczej – i z tym, jak dorośli sami traktują ciało i mówią o wyglądzie.

Przemek Staroń zwraca uwagę, że wygląd już dawno zyskał we współczesnej kulturze rangę wartości – czegoś, co jest cenione i wpływa na sposób, w jaki postrzegamy siebie i innych. Joanna Buraczek, terapeutka pracująca z osobami z zaburzeniami odżywiania, mówi o wyglądzie jako o „walucie”, której znaczenie rosło przez ostatnie dekady.

Presja dotycząca wyglądu nie jest więc zjawiskiem nowym. W latach 90. symbolem ideału były skrajnie szczupłe sylwetki modelek, później kultura popularna coraz intensywniej poddawała ocenie ciała kobiet. Dziś do tego mechanizmu dołączyły media społecznościowe i algorytmy, które mogą wielokrotnie podsuwać podobne treści.

Dalsza część tekstu pod videopodcastami

Gdy wygląd staje się walutą

Szczególne znaczenie ma to dla dzieci i nastolatków, którzy dopiero budują obraz siebie. W mediach społecznościowych spotykają nie tylko wyretuszowane i przefiltrowane obrazy ciała. Mogą również trafiać na treści zachęcające do odchudzania i redukcji masy ciała.

– TikTok jest wylęgarnią kont, które nawołują do wspólnego odchudzania, redukcji masy ciała – mówi Joanna Buraczek. Podobne treści można znaleźć także na Instagramie. Jednocześnie popularne influencerki o bardzo szczupłych sylwetkach otrzymują komentarze: „przepięknie wyglądasz”, „jak to zrobiłaś?”, „też pragnę tak wyglądać”.

Joanna Buraczek zwraca uwagę na ważną dysproporcję: skoro z presją wyglądu nie zawsze radzą sobie dorosłe kobiety, trudno oczekiwać, że będzie na nią odporna czternasto- czy piętnastolatka. Media społecznościowe nie są jednak jedynym źródłem problemu. Przemek Staroń podkreśla, że dzieci uczą się przede wszystkim przez obserwowanie dorosłych. – Dzieci nie uczą się wedle tego, co się im mówi. Tylko wedle nieustannego kopiowania dorosłych.

Możemy więc mówić dziecku, że jest piękne i że nie powinno przejmować się wyglądem, a chwilę później stanąć przed lustrem i skrytykować własne ciało. Dziecko słyszy jedno, ale obserwuje coś zupełnie innego.

Nie oznacza to, że rodzic ma stać się idealnym wzorem samoakceptacji. Przeciwnie. Staroń przestrzega przed dokładaniem rodzicom kolejnego wymagania: bycia „perfekcyjną matką” czy „perfekcyjnym ojcem”. Znacznie ważniejsza jest świadomość tego, jak mówimy o swoim ciele w obecności dziecka i jaką relację z nim budujemy.

Zaburzenia odżywiania to nie tylko jedzenie

Kiedy młody człowiek zaczyna ograniczać jedzenie, liczyć kalorie, gwałtownie tracić na wadze czy prowokować wymioty, uwaga bliskich w naturalny sposób koncentruje się na jedzeniu. Te zachowania są ważnymi objawami i – jak podkreśla Joanna Buraczek – mogą wymagać natychmiastowej reakcji medycznej, psychiatrycznej i terapeutycznej.

Jednocześnie samo jedzenie nie wyjaśnia tego, co dzieje się z młodym człowiekiem. – Jedzenie, niejedzenie, liczenie kalorii, wymioty, wszystko to, z czym kojarzymy zaburzenia odżywiania, to jest wierzchołek góry lodowej – mówi Joanna Buraczek. – Jedzenie jest tylko i aż objawem tego, co się dzieje w wewnętrznym świecie tego młodego człowieka.

Pod powierzchnią może znajdować się utrata poczucia bezpieczeństwa związana z hejtem rówieśniczym, konfliktem lub rozwodem rodziców, stratą bliskiej osoby, przeprowadzką czy innym trudnym doświadczeniem. Znaczenie mogą mieć również indywidualne predyspozycje: perfekcjonizm, myślenie czarno-białe, silna potrzeba kontroli czy lęk.

Dlatego zaburzeń odżywiania nie można sprowadzić do jednego czynnika – także do mediów społecznościowych. Sieć może wzmacniać presję i dostarczać treści, które sprzyjają niebezpiecznym zachowaniom, ale zawsze warto pytać szerzej: co dzieje się w życiu tego konkretnego młodego człowieka?

Relacja pomaga zauważyć

Jednym z najważniejszych czynników pozwalających dorosłemu zauważyć zmianę jest relacja. Joanna Buraczek podaje bardzo prosty przykład: wspólny posiłek. Nie po to, by kontrolować, ile dziecko zjadło, ale by być razem i mieć możliwość dostrzeżenia, że coś zaczyna się zmieniać.

– Jeżeli mamy nawyk, przepiękny nawyk jedzenia razem, chociaż jednego posiłku dziennie, polecam. To buduje relację jak nic innego – dodaje terapeutka. Jeżeli rodzic zauważy zmianę, zamiast pytać: „Dlaczego nie jesz?”, może powiedzieć: – Kochanie, martwię się. Widzę, że to jest kolejny tydzień, gdzie coś niepokojącego się dzieje. Czy mogę z tobą o tym porozmawiać? Jeżeli nie chcesz ze mną, to znajdziemy ci kogoś innego.

To zasadnicza różnica: zamiast kontroli – zainteresowanie. Zamiast osądu – próba kontaktu. Brak relacji może sprawić, że młody człowiek przez bardzo długi czas będzie chorował w samotności, a problem stanie się widoczny dopiero wtedy, gdy objawy będą już bardzo nasilone.

Nie wiem, co zrobić

Dla rodzica zauważenie, że z dzieckiem dzieje się coś niepokojącego, może uruchomić bezradność, lęk i poczucie winy. Pojawia się myśl: „Powinienem wiedzieć, co zrobić”. A zaraz za nią: „Skoro nie wiem, jestem złym rodzicem”. Tymczasem właśnie zdanie „nie wiem” może być początkiem dobrej rozmowy.

– Rodzice boją się powiedzieć „nie wiem”, a to „nie wiem” otwiera pole do rozmowy. My mamy prawo nie wiedzieć– mówi Joanna Buraczek. Można powiedzieć dziecku: nie wiem jeszcze, co się dzieje, ale poszukajmy odpowiedzi. Poszukajmy specjalisty. Sprawdźmy, gdzie możemy otrzymać pomoc.

Przemek Staroń zwraca uwagę, że dziecko nie potrzebuje rodzica, który zna odpowiedź na każde pytanie i zagwarantuje, że wszystko będzie dobrze. – Dziecko nie potrzebuje zapewnienia: „wszystko będzie dobrze” (…) tylko głębokiego poczucia, że cokolwiek się będzie działo, ja będę z tobą.

Obecność nie oznacza jednak bierności. Jeśli sytuacja staje się niebezpieczna – na przykład masa ciała gwałtownie spada – odpowiedzialność za podjęcie działania spoczywa na dorosłym. Dziecko może nie chcieć terapii czy konsultacji, ale w sytuacji zagrożenia zdrowia rodzic powinien szukać profesjonalnej pomocy.

Nie tylko dziecko potrzebuje zmiany

Leczenie zaburzeń odżywiania nie powinno oznaczać wyłącznie wysłania dziecka do gabinetu i oczekiwania, że specjalista je „naprawi”. – Nie tylko Amelka, Julka, Stasiek, Wojtek idą na terapię. System także musi dokonać zmian – podkreśla Joanna Buraczek.

Jeżeli rodzic mówi córce: „odpuść perfekcjonizm”, a sam nie pozwala sobie na niedoskonałość w pracy, sporcie czy codziennym życiu, komunikat słowny może przegrywać z tym, czego dziecko doświadcza każdego dnia.

Zmiana może więc dotyczyć całej rodziny: sposobu rozmawiania, reagowania na błędy, stosunku do ciała, jedzenia, sukcesu i porażki.

Przemek Staroń poszerza tę perspektywę jeszcze bardziej. Dziecko funkcjonuje nie tylko w rodzinie, ale także w szkole, grupie rówieśniczej i innych środowiskach. Rodzic, nauczyciel i terapeuta widzą różne części tej samej rzeczywistości. „Do wychowania dziecka potrzeba całej wioski” – dodaje Staroń.

Zobaczyć człowieka, nie jego ciało

Jednym ze sposobów przeciwstawienia się kulturze ciągłego oceniania wyglądu jest zmiana języka. Joanna Buraczek proponuje język neutralny wobec ciała. Wyobraźmy sobie spotkanie z kimś po kilku miesiącach. Automatycznie może pojawić się: „Świetnie wyglądasz, chyba schudłaś”. Można jednak powiedzieć coś zupełnie innego: – Aldona, jak wspaniale cię widzieć. Bije od ciebie taka energia, tęskniłam.

Nie chodzi o udawanie, że ciało nie istnieje. Chodzi o to, żeby wygląd nie był pierwszą i najważniejszą informacją, którą przekazujemy drugiemu człowiekowi.– Czyli widzieć człowieka, a nie to, jak wygląda – podsumowuje Aldona Dybuk.

Możemy powiedzieć: „dobrze cię widzieć”, „tęskniłam”, „uwielbiam z tobą spędzać czas”, „cieszę się, że jesteś”. To drobna zmiana języka, ale przesuwa uwagę z wyglądu na człowieka.

xxxx

Rozmowa została zrealizowana w ramach cyklu poświęconego zaburzeniom odżywiania, realizowanego przez Fundację IDEA w ramach Gdańskiego Miesiąca Zdrowia Psychicznego, finansowanego przez Miasto Gdańsk.

Goście: Joanna Buraczek – terapeutka, współzałożycielka Centrum Terapeutycznego Sięgam poMoc, specjalizująca się w zaburzeniach odżywiania; Przemek Staroń – psycholog, nauczyciel, edukator i autor książek.

Prowadzenie: Aldona Dybuk i Marcin Dybuk.

Gdzie szukać pomocy?

116 111 – telefon zaufania dla dzieci i młodzieży
800 12 12 12 – Dziecięcy Telefon Zaufania Rzeczniczki Praw Dziecka
800 70 2222 – Centrum Wsparcia dla osób dorosłych w kryzysie psychicznym
112 – w sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia lub zdrowia

xxxxx

O czym warto pamiętać?

Zaburzenia odżywiania to nie tylko jedzenie.
To, co dzieje się z jedzeniem, może być widocznym objawem tego, co dzieje się głębiej.

Media społecznościowe mogą wzmacniać presję, ale nie wyjaśniają wszystkiego.
Warto patrzeć także na relacje, poczucie bezpieczeństwa i to, co dzieje się w życiu młodej osoby.

Dzieci patrzą na to, jak dorośli traktują własne ciało.
Nie wystarczy mówić: „nie przejmuj się wyglądem”, jeśli jednocześnie stale krytykujemy własny wygląd.

Relacja pomaga zauważyć zmianę.
Nawet wspólny posiłek może być przestrzenią kontaktu – nie kontroli.

„Będę z tobą” może być ważniejsze niż „wszystko będzie dobrze”.
Nie możemy zagwarantować dziecku, że nic trudnego się nie wydarzy. Możemy dać mu doświadczenie, że nie zostanie z tym samo.

Nie każdy komplement musi dotyczyć wyglądu.
„Dobrze cię widzieć”, „tęskniłam”, „cieszę się, że jesteś” – to słowa, które przesuwają uwagę z ciała na człowieka.