„Rozumiem, że to dla Ciebie ważne. Usłyszałam_em Cię.” O obecności – w domu, w pracy.

Najtrudniejsze w relacji nie jest mówienie. Najtrudniejsze jest słuchanie wtedy, gdy druga osoba jest w emocjach. Dlaczego nie potrafimy się zatrzymać, zanim zaczniemy radzić, poprawiać lub tłumaczyć?

Jestem przekonana, że pod wieloma konfliktami, napięciami i nieporozumieniami kryje się jedno, bardzo ludzkie pragnienie – zostać naprawdę usłyszanym, dostrzeżonym, zobaczonym w „tu i teraz”. Bez interpretacji, bez oceny.

Obecność zamiast przytaknięcia

Nie chodzi o przytaknięcie, zgodę ani natychmiastowe rozwiązanie.
Chodzi o moment, w którym ktoś przestaje się spieszyć.
Nie szykuje w głowie odpowiedzi.
Nie buduje kontrargumentu.
Nie minimalizuje.

Zatrzymuje się. Jest obecny. „Rozumiem, że to dla Ciebie ważne. Usłyszałam Cię.”

W domu

W domu takie zdanie potrafi zatrzymać spiralę nieporozumień.
Nie dlatego, że nagle wszystko się zgadza, ale dlatego, że przestajemy być sami ze swoim przeżyciem.
Samotność w emocjach bywa trudniejsza niż sama emocja. Zwłaszcza w tych trudnych.

Czasem wystarczy moment obecności przy nastolatku, który wchodzi w gniew lub frustrację – nie musimy od razu tłumaczyć, wytykać ani nakazywać, radzić czy rozwiązywać. Wystarczy, że zatrzymamy się obok, wysłuchamy, pozwolimy mu poczuć, że jego przeżycia mają znaczenie.

W pracy

W pracy – w zespołach, podczas trudnych rozmów czy spotkań – dzieje się podobnie.
Rozmawiamy o celach, zadaniach, wynikach.
A pod spodem często kryje się czyjaś frustracja, rozczarowanie, niepewność, lęk przed oceną.
Czasem ktoś mówi wprost: „To się nie uda”, czasem milczy, chowając swoje wątpliwości.

Kiedy nikt tego nie słyszy, cała energia idzie w walkę, w udowadnianie, w wycofanie, w chłód.

Kiedy ktoś naprawdę słucha – energia obecności może wrócić do rozmowy.
Zawracamy do bycia w relacji, zamiast każdy w swojej bańce.
Może nawet pojawić się odwaga, by powiedzieć wprost: „Potrzebuję wsparcia” lub „Nie wiem, jak to rozwiązać”.

Ciało

Ciało reaguje pierwsze.
Kiedy czujemy się naprawdę usłyszani, napięcie zaczyna powoli opadać.
Mobilizacja, która przygotowywała się na konfrontację, rozluźnia się.
Oddech się pogłębia.
Pojawia się więcej przestrzeni – na rozmowę, na myślenie, na kontakt.

Obecność jako kompetencja

Z mojego doświadczenia i obserwacji wynika, że obecność jest jedną z najtrudniejszych kompetencji dorosłości, zwłaszcza gdy druga osoba jest w emocjach.
Naturalny odruch to naprawić, uspokoić, wyjaśnić, przyspieszyć, rozwiązać.
Czasem – obronić się, a nawet zaatakować.

Tymczasem bycie przy kimś w emocji wymaga czegoś odwrotnego:
odłożenia swojej racji,
odłożenia potrzeby bycia zrozumianym,
odłożenia własnego tempa. I odłożenia obawy, że „nie wiem”.

Nie wiem, co powiedzieć.

I to wcale nie jest uległość.
To dojrzałość.

Aldona Dybuk

Nagradzamy „radzenie sobie”, a nie sygnalizowanie granic. O kryzysie psychicznym w pracy

Kryzys psychiczny w pracy rzadko zaczyna się spektakularnie. Zwykle zaczyna się cicho – od zmęczenia, które „przejdzie”, i napięcia, które „jest normalne”. Przeciążenie częściej widziane jest jako słabość ludzi, a nie sygnał systemu czy kultury pracy. W takich warunkach hasło „jeszcze dam radę” staje się strategią przetrwania. To właśnie tutaj zaczyna się (albo kończy) bezpieczeństwo psychologiczne.

Kryzys psychiczny to proces, nie moment

W potocznym myśleniu kryzys psychiczny często kojarzy się z czymś nagłym i wyraźnym. Tymczasem w kontekście pracy jest to zazwyczaj proces narastający, rozciągnięty w czasie. Człowiek funkcjonuje, pracuje, odpowiada na maile, bierze udział w spotkaniach. Z zewnątrz – wszystko się zgadza.

Problem polega na tym, że koszt tego funkcjonowania rośnie, a sygnały ostrzegawcze są bagatelizowane – zarówno przez samego pracownika, jak i przez otoczenie. To właśnie dlatego kryzys psychiczny tak długo pozostaje niewidoczny.

„Jeszcze dam radę” jako strategia przetrwania

Hasło „jeszcze dam radę” rzadko jest zaprzeczaniem problemu. Znacznie częściej jest strategią przetrwania, szczególnie u osób:

  • odpowiedzialnych
  • zaangażowanych
  • przyzwyczajonych do „dowożenia”
  • pełniących kluczowe role
  • mających silne poczucie lojalności wobec zespołu lub organizacji

To są często ludzie, których najmniej podejrzewamy o kryzys. Bo przecież „oni zawsze dają radę”.

Tyle że ta strategia działa tylko do pewnego momentu. Granica „jeszcze” przesuwa się niepostrzeżenie – aż w końcu zostaje przekroczona.

Dlaczego organizacje tego nie widzą?

Nawet tam, gdzie mówi się o wellbeingu, empatii i zdrowiu psychicznym, kryzys bywa widoczny dopiero wtedy, gdy przestaje się mieścić w codziennym funkcjonowaniu.

Nie dlatego, że ludzie nie chcą pomocy. Częściej dlatego, że:

  • nagradzamy „radzenie sobie”, a nie sygnalizowanie granic
  • mylimy odpowiedzialność z odpornością
  • menedżerowie boją się otworzyć rozmowę, której nie będą umieli „zamknąć”
  • procedury dają poczucie kontroli, a relacje wymagają obecności i odwagi

W efekcie łatwiej zauważyć nieobecność niż długotrwałe przeciążenie.

Nadwrażliwość czy przeciążony system?

W pracy często używa się określeń takich jak „nadwrażliwość”, „trudność w regulacji emocji”. Tymczasem bardzo często nie mamy do czynienia z cechą osoby, ale z przeciążonym układem nerwowym, który od dawna funkcjonuje ponad swoje możliwości.

Zmiany nastroju, drażliwość, trudność w koncentracji, wycofanie czy nadreaktywność emocjonalna bywają sygnałem, że system jest w stanie chronicznego napięcia – a nie dowodem „braku odporności”.

To ważna różnica. Bo inaczej zaczynamy wtedy myśleć nie o „naprawianiu człowieka”, ale o zatrzymaniu procesu, który do tego stanu doprowadził.

Kryzys nie zaczyna się w dniu L4

Kryzys psychiczny w pracy nie zaczyna się w dniu zwolnienia lekarskiego, rezygnacji czy dłuższej nieobecności, ale dużo wcześniej – w milczeniu, przeciążeniu i przesuwaniu własnych granic.

Dlatego rozmowa o zdrowiu psychicznym w pracy nie powinna zaczynać się dopiero wtedy, gdy „coś się wydarzy”. Znacznie ważniejsze jest pytanie, czy potrafimy wcześniej zobaczyć człowieka, a nie tylko ciągłość zadań.

Co naprawdę robi różnicę?

Nie ma prostych, zero–jedynkowych strategii. Szczególnie w przypadku osób odpowiedzialnych i zaangażowanych. Ale realną różnicę robią:

  • uważna rozmowa bez presji na szybkie rozwiązanie
  • zgoda na to, że ktoś może być jednocześnie kompetentny i w kryzysie
  • elastyczność zamiast natychmiastowych decyzji „albo–albo”
  • lider, który potrafi być obecny

Bo prawdziwym sprawdzianem dla organizacji nie są deklaracje ani szkolenia, notabene te, na których pracownicy hurtowo zgłaszają zmęczenie. Jest nim moment realnego spotkania z kryzysem psychicznym pracownika.

Im więcej mówimy o kryzysie psychicznym w pracy spokojnie, bez ocen i uproszczeń, tym większa szansa, że miejsca pracy będą naprawdę wspierające, a nie tylko pozornie „odporne”.

Pod jednym z moich postów ktoś napisał:
„Mam poczucie, że organizacyjnie zmęczenie jest wciąż widziane jako słabość ludzi, a nie systemu czy kultury organizacyjnej.”

To zdanie bardzo celnie pokazuje, że bezpieczeństwo psychologiczne nie kończy się na deklaracjach, ale zaczyna tam, gdzie potrafimy zobaczyć zmęczenie jako informację o systemie — a nie tylko o „niewystarczającej odporności” człowieka.

Może więc warto zadać sobie pytanie:
czy w momencie kryzysu potrafimy w pracy zobaczyć człowieka – a nie tylko brak ciągłości?

Aldona Dybuk
psychoterapeutka, HR BP, coach, instruktorka pracy z ciałem, trenerka pracy rozwojowej

Tomasz Zieliński: Przestańmy wiedzieć, zacznijmy słuchać

Jak naprawdę słuchać naszych dzieci? Jak wejść w ich świat bez zgadywania, oceniania i niepotrzebnych oskarżeń? I dlaczego nie można przestawać uczyć się dzieci? O tym – i o wielu ważnych, pozornie drobnych sprawach – mówił podczas spotkania autorskiego w Sopotece Tomasz Zieliński, prezes Fundacji Usłyszeć na czas i autor książki o tym samym tytule.

Każdy kocha, ale mówi w innym języku

Zieliński podzielił się ważną obserwacją: „każdy kocha swoje dziecko, ale mówimy w różnych językach”. Dzieci mają różne potrzeby – chodzi o to, żeby się dowiedzieć, nie przegapić czegoś ważnego, poprosić o wytłumaczenie. Po prostu i aż: usłyszeć i zrobić, bez tłumaczenia się, dlaczego nie wiedzieliśmy, „wystarczy – ok, będę pamiętał.” Bo każda odpowiedź od kogoś dla nas kochanego może być dla nas dziwna, nie z naszego świata.

Podczas spotkania pojawiło się wiele historii – także z osobistego życia autora i jego relacji z córką. Przypomniał, że dzieci i nastolatki testują naszą ciekawość i wrażliwość. To, co dla nas wydaje się drobnostką, dla nich może być ogromną tęsknotą. Dlatego warto pozwolić im dokończyć zdanie, pozwolić „być sobą”, nawet jeśli my – rodzice – nie wiemy od razu, jak reagować, lepiej opuścić gardę.

Dzieci sprawdzają, czy naprawdę jesteśmy

Zieliński mówił, że kiedy pyta dzieci, jaką radę mają dla dorosłych, słyszy często jedno: żeby pozwolili dokończyć zdanie. Przyznał, że trudno było przyjąć tę prostą odpowiedź – bo my, dorośli, spodziewamy się „armaty”. A tu chodzi aż i tylko o słuchanie.

Dzieci – jak podkreślał – czasem sprawdzają nas bardzo brutalnie. Ale to sprawdzanie nie jest złośliwością. To sposób na sprawdzenie, czy naprawdę jesteśmy, czy można nam zaufać. Warto pamiętać, że to, co kiedyś działało, dziś może nie działać – dlatego trzeba pytać i aktualizować to, co wiemy.

Amnezja rodzicielska – przestrzeń na prawdę dziecka

Zieliński podkreślał też rolę tzw. amnezji rodzicielskiej – „codziennie staramy się przestać wiedzieć wszystko o dziecku, zostawić przestrzeń na jego autentyczne komunikaty. Wiem tylko, ile moje dziecko ma lat, i wiem, że je kocham. Tyle wystarczy.” Chodzi o to, żeby nie zgadywać, lecz pytać: „Jak jest z Tobą, kiedy jesteś smutna? Powiedz po swojemu.” Dzieci potrzebują naszego uważnego słuchania, a nie tego, żebyśmy od razu wiedzieli, co zrobić.

W trudnych sytuacjach, kiedy dziecko coś zbroi – jak mówił autor – oddzielmy dziecko od jego zachowania. Dopiero wtedy możliwe jest prawdziwe spotkanie. „Kiedy dziecko przychodzi w takiej trudnej sytuacji, pierwsze co robimy to: ‘ława oskarżonych – wypad’. Trzeba najpierw przypomnieć sobie, jak znam swoje dziecko.”

Zieliński przypomniał też: „Co by nie zrobiły – miłość jest na 100 procent. One muszą to wiedzieć. Nie handlujcie z nimi miłością. Nie szantażujcie jej brakiem.” Dzieci nie chcą najlepszych rodziców – chcą wystarczająco dobrych. Chcą nas prawdziwych.

Czułe podpowiedzi dla rodziców

Spotkanie pełne było praktycznych, czułych wskazówek:
• pytać dzieci o wskazówki i aktualizować swoje podejście,
• oddzielać dziecko od jego zachowania,
• pamiętać, że kara nie uczy – konsekwencja tak,
• prosić o czułą podpowiedź, bo chodzi o miłość, a nie o perfekcję,
• nie bronić siebie, tylko zrozumieć,
• dać przestrzeń, by mogły mówić swoje, a my – naprawdę słuchać.

„Szkoda czasu na zgadywanie i niemówienie” – powiedział Zieliński. – „Wydaje nam się, że kolejny dzień nam się należy, a przecież nasze życie jest kruche.”

Zostańmy z tą myślą

Najważniejsza myśl, która ze mną zostaje: przestańmy wiedzieć, zacznijmy słuchać.
Dzieci tęsknią za tym, byśmy byli z nimi w pełni obecni, z otwartymi uszami i sercem. Bo tylko wtedy naprawdę możemy je usłyszeć.

To było spotkanie pełne autentycznej rozmowy, historii z życia i praktycznych wskazówek dla każdego rodzica, który chce mieć relację ze swoim dzieckiem i je naprawdę usłyszeć.

Aldona Dybuk

Kreowanie pewności. Tego chce Twój mózg

„Niepewność jest jedyną pewnością” – napisał amerykański matematyk John Allen Paulos. A my wolimy pewność. Nasz mózg się jej domaga, choć dzisiaj mamy jej jak na lekarstwo. Pragniemy informacji o przyszłości tak samo, jak jedzenia, picia, seksu i innych rzeczy. Jak możemy sobie pomóc? Zadbajmy o bliskość.

Kontynuuj czytanie „Kreowanie pewności. Tego chce Twój mózg”

Magiel Rodzinny dzieli się książkami

Książki! Książki! Książki! ODDAMY! Postanowiliśmy zrobić mały remanent w książkach dzieci i chętnie oddalibyśmy kilka ZA DARMO. Kupowanie to spory koszt, a biblioteki zaraz znowu będą zamknięte. Tymczasem czytanie dzieciom i samodzielnie ma wiele zalet. Sprawdź, którą chcesz książkę od magielrodzinny.pl! Kontynuuj czytanie „Magiel Rodzinny dzieli się książkami”

Cudowna moc dotyku

D.O.T.Y.K  drugiej osoby, uścisk, przytulenie, muśnięcie opuszkiem palców…. ma niesamowitą moc. O jego wyższości nad innymi zmysłami pisał już Arystoteles. To właśnie dotyk stymuluje rozwój intelektualny. Wszystkie organizmy żyjące na ziemi są na niego wrażliwe, nawet ameba.  

 

Wg Virginia Satir (psycholog rodzinna) dzieciom potrzeba:

? 4️⃣ przytuleń dziennie, żeby przeżyć,

? 8️⃣, żeby czuć się dobrze,

? 1️⃣2️⃣, żeby się rozwijać.

 

Niemowlę doświadcza świata właśnie przez dotyk, ciało. Po narodzinach widzi jedynie na odległość 10-15 cm. Język ruchu jest pierwszym językiem jakiego doświadczamy i to dzięki niemu budujemy relację z matką i całym światem. Zmysł dotyku jest pierwszym jaki wykształca się w życiu płodowym. Kiedy niespełna 2 cm. płód nie ma uszu i oczu, najbardziej wrażliwe są okolice warg i nosa. Dlatego ssie kciuk.

Dotyk w pierwszej fazie życia człowieka odpowiada w mózgu za wytwarzanie połączeń między neuronami. A to właśnie ilość połączeń (synaps) decyduje o rozwoju inteligencji.

 

Czujemy całą powierzchnią naszego ciała, czyli ok. 2 m kw. naszej skóry. Ponad 70 mln sensorów odpowiada za odczucie ciepła, zimna, bólu i nacisku. Poprzez dotyk, głaskanie, przytulanie siebie i innych uwalnia się w naszym ciele OKSYTOCYNA, a to przyczynia się do ochrony przed infekcją, zmniejsza pojawienie się choroby. Dowodów, jak duże znaczenie ma dotyk, można przytaczać wiele.

Dlatego zapraszam w P.A.R.A.C.H do wspólnego doświadczenia dotyku. Możesz zrobić tę praktykę z mężem, żoną, partnerem, partnerką, przyjacielem, przyjaciółką lub dzieckiem.

 

TUTAJ instrukcja:

? poszukaj ulubionego utworu, mogą być dwa lub trzy,

? znajdźcie wygodne miejsce w mieszkaniu (podłoga, sofa),

? usiądźcie naprzeciwko siebie i umówcie się, kto będzie prowadził pierwszy,

? na chwilę zamknij oczy i weź 3 – 5 oddechów,

? rozluźnij ciało,

?otwórz oczy i uśmiechnij się do osoby, która siedzi naprzeciw,

? wyciągnijcie dłonie w swoim kierunku,

? dotknijcie się wewnętrzną częścią dłoni – nie musi być cała powierzchnia. Może być tylko kciuk, palec lub opuszek – poeksperymentuj, pobaw się dotykiem,

?osoba prowadząca nadaje ruch – kierunek, tempo, dynamikę, jakość. Możecie najpierw poruszać jedną dłonią lub dwiema naraz – wy decydujecie. W rytmie muzyki lub na przekór niej,

?zamieńcie się rolami z osobą prowadzącą,

?to samo powtarzasz ze stopami, plecami, bokiem- ogranicza Ciebie tylko wyobraźnia.

Dobrego doświadczania w ruchu!

 

Aldona Dybuk

Od triathlonu do terapii tańcem i ruchem

Najpierw był „krejzol” na punkcie startu w zawodach triathlonowych. Ten zaszczepiła we mnie Iwona Guzowska. Równolegle zaczął towarzyszyć mi taniec. Tak oto, w ekspresowym tempie, zostałam pierwszą triathlonistką w naszej rodzinie. Tu poznałam wspaniałych ludzi, a w momencie decyzji o starcie zaczęła się moja droga ku życiowej zmianie.

Kontynuuj czytanie „Od triathlonu do terapii tańcem i ruchem”

Łączy nas Gdańsk, który kochamy

Dużo zabawy i śmiechu, trochę obaw i „spięcia”, bo w świetle kamer i w profesjonalnym studiu. Tak w skrócie wyglądało nagranie spotu świątecznego z udziałem imigrantów, w ramach kampanii „Łączy nas Gdańska”. Bo choć pochodzą z różnych stron świata i polskich miast – Gdańsk to ich miejsce, ich wybór. Tutaj pracują, budują dom, grają w hokeja, prowadzą biznes, osiągają sukcesy, przeżywają trudności, wychowują dzieci. Rozwijają się i tworzą miejsce, które służy nam wszystkim.

Wśród składających życzeń Jarosława Zgórska z Ukrainy i Sara Campos z Hiszpanii.

Różnorodność i odmienność nie jest zagrożeniem, ale może być wielką siłą, której udziałem jest każdy z nas, bo wszyscy jesteśmy inni. Czasami tę odmienność widać bardziej, w ubiorze, kolorze skóry. Kiedy dzwoniłam do poszczególnych osób z prośbą o złożenie życzeń świątecznych i noworocznych mieszkańcom Gdańska, spotkałam się z ogromną gotowością i otwartością. Choć w głowie snułam różne koncepcje nagrania, w efekcie było ono rezultatem rozmów i atmosfery, którą stworzyli sami uczestnicy.

 

Otwórz oczy

Niektórzy moi goście nie mogli przyjechać, bo obowiązki służbowe, a nawet strach, że nie zabrzmią wystarczająco dobrze po polsku, paraliżowały. Tak łatwo się oceniamy, bo kogoś światopogląd, wygląd różni się od naszego, nie mieści się w naszym postrzeganiu świata. Jest zaskoczeniem i zdziwieniem. Tymczasem to oni przez swoją inność, inne wychowanie, tradycje mogą otworzyć nasze oczy.

 

Szacunek i granice

Jednak szanować to nie znaczy kopiować. To nie znaczy udawać, naśladować. To nie może być wyuczona poprawność i gra. Każdy ma prawo być sobą. Ale szanować to także stawiać granice. To umiejętność mówienia „nie” i reagowania. Wiem, że to zabrzmi zbyt poważnie, ale to taki rodzaj wyświechtanego i podeptanego dzisiaj słowa „solidarność”.

Zaproszone przeze mnie do spotu osoby to bardzo różne osobowości. Niektórzy mieszkają w Gdańsku od 20 lat, inni są tutaj dopiero od kilku miesięcy, albo przyjechali, założyli biznes i tak zachwyciło ich miasto, że nie mogą wyjechać. Zapuścili korzenie.

Już wkrótce efekt końcowy, czyli życzenia po montażu przez ekipę profesjonalistów z gdansk.pl, z którymi mam przyjemność współpracować.

A tymczasem zerknijcie na backstage ?

Aldona Dybuk