Za dwa lata chcę stanąć z Dawidem na szczycie Mont Blanc. Nie jadę tam po rekord, nie chcę nikomu niczego udowadniać. Chcę przeżyć przygodę z synem i wejść na górę, która od dawna była jednym z moich marzeń. Wiem jednak, że przede mną długa droga. Mam 10 kilogramów nadwagi, i słabą kondycję. Dlatego właśnie zaczynam przygotowania do wyprawy, która może okazać się jedną z najważniejszych w życiu.
Pomysł wyszedł od Dawida. Zdobywa Koronę Europy i na trzydzieste urodziny, które będzie obchodził w 2028 roku, zaprosił mnie do wspólnego wejścia na Mont Blanc. Na francuski i włoski wierzchołek.
Nie zastanawiałem się długo
Bo choć góry nigdy nie były moim naturalnym środowiskiem, to od razu poczułem, że nie chodzi wyłącznie o wspinaczkę. Chodzi o wspomnienia, relację i doświadczenie, które zostanie z nami na zawsze.
„Można powiedzieć, że nawet jest to w pewnym sensie jedno z moich marzeń – pójść na taką wyprawę z synem”.
Dwa lata brzmią jak dużo czasu. W rzeczywistości to niewiele, zwłaszcza gdy trzeba odbudować formę. Jeszcze kilka lat temu – osiem dokładnie – przebiegałem 10 kilometrów poniżej 40 minut, półmaraton w półtorej godziny, a maraton kończyłem z czasem 3:38. Startowałem w triathlonach i nie musiałem zastanawiać się, czy dam radę.
Dziś rzeczywistość wygląda inaczej
Jest kilka dodatkowych kilogramów, brak regularności, osłabione mięśnie głębokie i świadomość, że organizm po pięćdziesiątce potrzebuje rozsądku bardziej niż ambicji. Już kilka razy próbowałem wrócić do biegania i kończyło się to kontuzją albo przeciążeniem.
Dlatego tym razem chcę zrobić wszystko inaczej.
Pierwszy krok już wykonałem. W poniedziałek poszedłem pobiegać. Garmin zaproponował tempo 7:15 na kilometr. Dla człowieka, który pamięta siebie biegnącego znacznie szybciej, było to niemal upokarzające doświadczenie.
„Nie umiem tak wolno biegać. Głowa pamięta, że kiedyś było szybciej, ale wiem, że tym razem muszę działać z głową”.
To nie będzie tylko trening biegowy. Będzie rolowanie, wzmacnianie mięśni, nauka odpoczynku, lepsze jedzenie i sen. Będą rozmowy z ludźmi bardziej doświadczonymi ode mnie, szukanie specjalistów i prośby o pomoc. I przede wszystkim seria badań. Na pierwsze umówiony jestem już w czwartek. W laboratorium już czekają na moją krew.
Bo Mont Blanc, choć przez wielu uznawany jest za „prostą” górę, potrafi być wymagający i bezlitosny wobec tych, którzy go lekceważą. Dawid już dziś mówi mi, że przed wyprawą muszę przejść zimowy kurs wysokogórski i zdobyć szczyt przekraczający 4000 metrów, by sprawdzić, jak mój organizm reaguje na wysokość.
Dawid ma rację
Nie chcę być dla niego ciężarem. Nie chcę powtórki z jednej z naszych wcześniejszych wypraw, kiedy ciężki plecak i nieprzygotowane plecy sprawiły, że syn musiał przejąć część mojego bagażu.
„Nie czułem się z tym najlepiej. Z drugiej strony było w tym coś pięknego – móc przyjąć pomoc od własnego syna”.
Za dwa lata będę miał 54 lata. To wciąż wiek, w którym można zdobywać szczyty. Trzeba jednak uczciwie spojrzeć w lustro i przyznać, że forma nie wraca sama.
Ta historia nie jest więc tylko o Mont Blanc. Jest o relacji ojca z synem. O tym, że w dorosłym życiu dzieci wciąż można przeżywać wspólne przygody. O marzeniach, na które nigdy nie jest za późno.
Marzę o tym, by kiedyś przeżyć coś podobnego także z Majką i Kajtanem. Nie musi to być wyprawa w góry. Każde z nich ma swoje pasje i własny świat. Chciałbym jednak zostawić im wspomnienia, do których będą wracać po latach.
„Fajnie byłoby zrobić z dziećmi coś takiego, co zostanie z nimi i ze mną. Co kiedyś będą mogli opowiadać dzieciom, o tym co zrobili z dziadkiem”.
Przygotowania rozpoczęte. Nie wiem jeszcze, jak ta droga będzie wyglądała. Wiem tylko, że chcę wejść na Mont Blanc z Dawidem.
I właśnie dlatego ruszam
Przez najbliższe dwa lata będę dzielił się kolejnymi etapami tej podróży – sukcesami, kryzysami, treningami i błędami. Raz w tygodniu postaram się przygotowywać raport z przygotowań, a na Facebooku i Instagramie pokazywać, jak wygląda droga na dach Europy.
Jeśli macie doświadczenia, rady albo po prostu dobre słowo – zapraszam do tej wyprawy.
Liczby wyprawy 🙂
Mont Blanc 4805 m n.p.m.
1700-1900 metrów przewyższenia
10-15 godzin zwykle trwa atak szczytowy i zejście, w zależności od trasy i warunków
777 dni (umowne) do terminu wejścia – to ma być sierpień, wrzesień 2028 roku. Za 777 dni będzie 30 sierpnia 2028 roku
111 tygodni do wyprawy
300 różnych treningów. Planuję biegi, pływanie, rower, treningi siłowe, kontrolne starty w zawodach biegowych i triathlonowych
„Weź się w garść”! Kiedy słyszysz to od kogoś bliskiego, w głębi duszy wiesz, że on chce dobrze. Że chce ciebie zmobilizować, pomóc, że mu zależy. Widzi, że nikniesz, więc próbuje cię ratować jedynym narzędziem, jakie ma pod ręką. Ale kiedy jesteś w kryzysie, to jedno zdanie staje się kolejnym gwoździem do trumny.
Dlaczego? Bo brutalnie przypomina ci o tym, co już doskonale wiesz: bardzo chcesz, ale jesteś całkowicie utkany z niemocy. Jesteś w bagnie, które wciąga, a twoje własne ciało odmawia posłuszeństwa.
Wtedy wszystko jest nie-takie
Życie przestaje cieszyć tak jak wcześniej. Bliskość z tymi, na których najbardziej ci zależy, staje się fizycznie niemożliwa do udźwignięcia. Pojawia się drażliwość, a świat zaczynasz obserwować jak zza szyby. Wszystko przepływa przez palce. Rzeczy, które dotąd były cenne i drogie – relacje, miłość, zawodowy sukces, a nawet zwykła radość ze świeżo zjedzonej drożdżówki – nagle tracą smak i kolor.
Wycofanie nabiera tempa. Cofasz się krok po kroku, ale właściwie nie wiesz gdzie. I jak to się stało, że znalazłaś się w tym miejscu? Jesteś jak w potrzasku. Jakby ktoś bezpowrotnie zamknął drzwi do świata, który jeszcze niedawno działał całkiem dobrze. To był świat, za którym potwornie tęsknisz, ale teraz sam zaczynasz już wątpić, czy on w ogóle istniał naprawdę…
Wokół tego stanu narosło mnóstwo mitów. Ale w tym całym krajobrazie jest ktoś jeszcze.
Świat za szybą
Osoba chorująca to jedno. Ale ten, kto stoi obok – partner, rodzic, rodzeństwo, przyjaciel, współpracownik – to druga, nierozerwalna część tej układanki. Kryzys psychiczny nie dotyka człowieka w próżni. On infekuje cały system naczyń połączonych. Osoba towarzysząca staje się częścią tej historii, często bez żadnego przygotowania, rzucona na głęboką wodę z własnym lękiem, bezradnością i tym nieszczęsnym, bezsilnym „weź się w garść”.
Właśnie dlatego razem piszemy książkę. Chcemy złożyć te porozrzucane elementy układanki w całość, ale nie z perspektywy suchych definicji psychologicznych, medycznych. Chcemy pokazać kryzys z różnych, żywych perspektyw. Z punktu widzenia tych, którzy zmagają się z niemocą za szybą, i tych, którzy desperacko próbują tę szybę rozbić z drugiej strony.
Pomóż nam ułożyć tę historię
Żeby ta książka była prawdziwa i niosła realną pomoc, potrzebujemy Twojego głosu. Pracujemy nad materiałem, ale też zbieramy opinie w ankiecie, która pozwoli nam dotknąć sedna sprawy z każdej możliwej strony.
Niezależnie od tego, w której roli dzisiaj jesteś – czy sam walczysz z bagnem, czy bezsilnie patrzysz na bliską osobę, czy próbujesz to wszystko pogodzić z pracą w biurze – podziel się z nami swoim doświadczeniem. Ankieta jest całkowicie anonimowa.
Za statystykami z lat 2017-2025 kryją się nie tylko liczby, ale także opowieść o społeczeństwie coraz bardziej zmęczonym, napiętym i pozbawionym bezpiecznych punktów oparcia. Wzrost liczby zamachów samob#1czych, silny kryzys młodych i utrzymujące się wysokie ryzyko śmierci wśród mężczyzn pokazują, że zdrowie psychiczne Polaków stało się jednym z najważniejszych wyzwań społecznych ostatnich lat.
Co roku, w pierwszym kwartale Komenda Główna Policji w Warszawie publikuje dane zamachów samob#1czych w Polsce. Są to liczby, które pokazują jak rok do roku zmieniają się statystyki. Obecnie w jednym dokumencie mamy informacje z lat 2017-2025.
W tych danych z Policji są statystyki pokazujące:
ile było zdarzeń
kogo dotyczyły
w jakim wieku były osoby
w jakiej były sytuacji rodzinnej, edukacyjnej i zawodowej
w jakim były stanie zdrowia i świadomości
czy miały kontakt z instytucjami
gdzie doszło do zdarzenia
w jaki sposób zostało popełnione
jaki był wskazany powód
oraz to wszystko osobno dla:
zamachów samob#1czych ogółem
zamachów zakończonych zgonem
To dziewięć lat, które pozwalają wyciągać różne wnioski. Nie czujemy się ekspertami w prowadzeniu pogłębionych analiz. Kondycji psychicznej przyglądamy się jako psychoterapeutka i dziennikarz od kilku lat. Wrzuciliśmy statystyki policji do AI. Efekt prezentujemy poniżej. Niewątpliwie są one obarczone błędem, ale nawet ten obraz nie napawa optymizmem. Polskie społeczeństwo nie jest dziś w dobrej kondycji psychicznej i relacyjnej.
Widać w nim:
wzrost przeciążenia emocjonalnego,
silny kryzys młodzieży,
utrzymujące się bardzo wysokie ryzyko śmierci u mężczyzn,
osłabienie więzi,
dużą rolę samotności,
duże znaczenie problemów psychicznych i relacyjnych,
oraz system wsparcia, który częściowo działa, ale nadal zbyt często nie zatrzymuje człowieka w porę.
Najkrócej można to ująć tak: Polska wygląda dziś jak społeczeństwo zmęczone, napięte, słabiej osadzone w relacjach i wyraźnie przeciążone psychicznie. A najbardziej niepokojące jest to, że ten kryzys bardzo mocno dotyka już nie tylko dorosłych, ale też młodych ludzi.
Co pokazuje całość danych
W 2017 roku odnotowano w Polsce 11 139 zamachów samob#1czych ogółem. W 2025 roku było ich 14 935. To wzrost o około 34%. W tym samym czasie liczba zamachów zakończonych zgonem spadła z 5 276 do 4 776, czyli o około 9,5%. To zestawienie jest bardzo ważne, bo pokazuje dwie rzeczy jednocześnie:
więcej osób wchodzi w bardzo głęboki kryzys
ale mniejszy odsetek tych zdarzeń kończy się śmiercią
W 2017 roku zgony stanowiły około 47,4% wszystkich zdarzeń. W 2025 roku około 32,0%.
To można rozumieć tak, że:
kryzys psychiczny i emocjonalny w społeczeństwie się nasila,
częściej dochodzi do prób,
część osób jest ratowana,
możliwe też, że dziś lepiej rejestruje się zdarzenia, które dawniej nie zawsze trafiały do statystyk.
Najważniejszy ogólny wniosek jest taki: problem nie maleje, tylko zmienia kształt. Mamy mniej zgonów niż można by się spodziewać przy tak dużym wzroście ogólnej liczby zdarzeń, ale to nie oznacza poprawy kondycji społeczeństwa. To oznacza raczej, że więcej ludzi dociera do granicy wytrzymałości psychicznej.
Kobiety i mężczyźni – dwa różne obrazy tego samego kryzysu
W danych ogółem mężczyźni wciąż stanowią większość, ale ich udział wyraźnie maleje.
2017: mężczyźni – 76,4%, kobiety – 23,5%
2025: mężczyźni – 62,8%, kobiety – 37,2%
To bardzo ważna zmiana. Oznacza, że kryzys psychiczny coraz mocniej dotyczy także kobiet i dziewcząt. Jednocześnie w danych o zgonach sytuacja wygląda inaczej:
2017: mężczyźni – 85,7% zgonów
2025: mężczyźni – 83,2% zgonów
Czyli:
kobiet i dziewcząt jest coraz więcej w statystyce prób i zamachów samob#1czych
ale mężczyźni nadal znacznie częściej umierają
To pokazuje, że w Polsce mamy dwa równoległe problemy:
Pierwszy: silnie rosnący kryzys psychiczny wśród kobiet i młodych dziewcząt. Drugi: bardzo wysoka śmiertelność kryzysu u mężczyzn.
W praktyce oznacza to, że nie wystarczy mówić ogólnie o zdrowiu psychicznym. Trzeba oddzielnie rozumieć:
kryzys chłopców i młodych mężczyzn,
kryzys dziewcząt i młodych kobiet,
kryzys mężczyzn w średnim wieku.
Wiek – najważniejsza zmiana w całym obrazie społecznym
To jeden z najmocniejszych sygnałów w całych danych.
Zamachy samob#1cze ogółem – rok 2025
Największe grupy to:
13-18 lat – 1998 przypadków
19-24 lata – 1780
35-39 lat – 1621
40-44 lata – 1551
30-34 lata – 1453
W 2017 roku najmocniejsze były przede wszystkim grupy 25-34 lata. W 2025 roku na pierwsze miejsce wysuwa się już grupa 13-18 lat. To ogromna zmiana. W latach 2017-2025 liczba zdarzeń w grupie 13-18 lat wzrosła z 702 do 1998. To wzrost o 1296 przypadków. Udział tej grupy w całej strukturze wzrósł z około 6,3% do 13,4%. To oznacza, że kryzys bardzo mocno przesunął się w stronę młodzieży.
Zgony – rok 2025
Jeśli patrzymy tylko na zgony, obraz jest inny. Największe grupy to:
40-44 lata – 540
35-39 lat – 525
45-49 lat – 476
50-54 lata – 417
30-34 lata – 407
Czyli:
najwięcej prób i zachowań kryzysowych coraz częściej dotyczy młodych
najwyższe ryzyko śmierci nadal bardzo mocno dotyczy dorosłych w średnim wieku
To bardzo ważny społeczny wniosek. Polska nie ma jednego kryzysu. Ma co najmniej dwa:
Kryzys młodych
Widoczny w gwałtownym wzroście liczby zdarzeń u nastolatków i młodych dorosłych.
Kryzys dorosłych w średnim wieku
Widoczny w wysokim poziomie zgonów u osób 35-54 lata.
To można odczytywać jako sygnał, że:
młodzi ludzie coraz częściej nie wytrzymują napięcia emocjonalnego,
dorośli w średnim wieku częściej wchodzą w kryzys cięższy, bardziej śmiertelny, mniej odwracalny.
Stan cywilny – samotność, relacje i brak zakorzenienia
W danych ogółem w 2025 roku:
kawaler/panna – 7142, czyli 47,8%
żonaty/zamężna – 3773, czyli 25,3%
rozwiedziony(a) – 917
duża jest też kategoria brak danych/nieustalony
W 2017 roku udział osób stanu wolnego wynosił około 38,7%, więc wzrost jest bardzo wyraźny. To nie oznacza, że bycie singlem samo w sobie jest przyczyną. Ale oznacza, że wśród osób w kryzysie bardzo silnie obecne są:
brak stałej relacji,
samotność,
brak codziennego wsparcia emocjonalnego,
słabsze osadzenie w bliskich więziach.
W danych o zgonach w 2025 roku rozkład jest bardziej wyrównany:
żonaty/zamężna – 34,3%
kawaler/panna – 34,1%
rozwiedziony(a) – 8,9%
wdowiec/wdowa – 6,1%
To pokazuje, że sama formalna relacja nie daje automatycznej ochrony. Można być w związku i nadal przeżywać skrajny kryzys. Z drugiej strony, wysoki udział osób stanu wolnego w danych ogółem sugeruje, że samotność i brak trwałych więzi są dziś ważnym tłem kryzysu społecznego.
Praca, nauka i utrzymanie – napięcie ekonomiczne i kryzys młodych
Informacja o pracy i nauce – ogółem, 2025
Największe kategorie:
brak danych / nie ustalono – 6834
bezrobotny – 2532
praca stała – 2134
uczeń – 1933
praca dorywcza – 847
Najbardziej uderzające są tu dwie grupy:
bezrobotni
uczniowie
Wzrost udziału uczniów jest bardzo mocny. W 2017 roku uczniowie stanowili około 6,2% całej grupy, a w 2025 roku już około 12,9%. To jest jeden z najmocniejszych argumentów za tym, że szkoła, dojrzewanie, presja rówieśnicza, presja ocen, przeciążenie emocjonalne i problemy relacyjne młodych stały się jednym z głównych pól kryzysu społecznego w Polsce.
Informacja o pracy i nauce – zgony, 2025
Największe grupy:
praca stała – 731
bezrobotny – 715
praca dorywcza – 323
uczeń – 162
To pokazuje, że w zgonach bardzo silnie obecni są zarówno:
ludzie pracujący,
jak i bezrobotni.
Czyli sam fakt posiadania pracy nie chroni. To ważny społeczny sygnał. Problem nie dotyczy wyłącznie marginesu. Dotyczy także osób pracujących i wysokofunkcjonujących.
Źródło utrzymania – ogółem, 2025
Największe grupy:
brak danych / nieustalony – 6209
praca – 3094
na utrzymaniu innej osoby – 2742
nie ma stałego źródła utrzymania – 1292
emerytura – 1038
Tutaj bardzo ważna jest kategoria:
na utrzymaniu innej osoby
To może obejmować młodzież, osoby zależne finansowo, osoby bez samodzielności ekonomicznej. W połączeniu z dużą liczbą uczniów pokazuje to wyraźnie, że kryzys obejmuje nie tylko ludzi pracujących, ale też tych, którzy są zależni od innych i słabiej kontrolują własne życie.
Źródło utrzymania – zgony, 2025
Największe grupy:
praca – 1128
emerytura – 632
nie ma stałego źródła utrzymania – 381
na utrzymaniu innej osoby – 348
Tu pojawia się kolejny ważny sygnał: wśród zgonów silnie widoczni są także emeryci. To wskazuje, że problem nie kończy się na młodości i średnim wieku. Kryzys obejmuje także starszych, którzy mogą doświadczać samotności, choroby, słabnięcia więzi i poczucia utraty sensu.
Powody – co najczęściej stoi za kryzysem
Ogółem, 2025
Najczęściej wskazywane powody to:
nieustalony – 5441
choroba psychiczna / zaburzenia psychiczne – 4512
zawód miłosny – 1592
nieporozumienia rodzinne / przemoc w rodzinie – 1189
inny niewymieniony – 947
problemy w szkole lub pracy – 348
śmierć bliskiej osoby – 320
złe warunki ekonomiczne / długi – 306
Najmocniejszy trend z całego okresu to wzrost kategorii: choroba psychiczna / zaburzenia psychiczne. W 2017 roku było to około 20,2%, a w 2025 roku około 30,2% wszystkich zdarzeń. To oznacza, że zdrowie psychiczne stało się centralnym obszarem problemu. Możliwe są dwa odczytania:
faktycznie rośnie skala zaburzeń i kryzysów psychicznych,
albo system częściej i trafniej je rozpoznaje.
Najpewniej prawdziwe są obie rzeczy naraz. Bardzo ważne są też:
zawód miłosny
nieporozumienia rodzinne / przemoc
problemy w szkole lub pracy
To pokazuje, że w Polsce kryzys psychiczny bardzo często rodzi się w świecie relacji i codziennego obciążenia życiem.
Zgony, 2025
Najczęściej wpisano:
nieustalony – 2737
choroba psychiczna / zaburzenia psychiczne – 1070
zawód miłosny – 211
inny niewymieniony – 181
nieporozumienia rodzinne / przemoc w rodzinie – 160
choroba fizyczna – 152
pogorszenie lub nagła utrata zdrowia – 130
Tutaj trzeba uważać: udział kategorii nieustalony jest bardzo wysoki, ponad 57%. To oznacza, że przy zgonach system często nie potrafi jednoznacznie ustalić przyczyny. Dlatego nie wolno upraszczać wniosków. Mimo tego widać wyraźnie, że ważne pozostają trzy duże obszary:
zdrowie psychiczne,
problemy relacyjne,
pogorszenie zdrowia fizycznego.
Alkohol, leki i stan świadomości
Ogółem, 2025
Największe kategorie:
brak danych / nieustalony – 5923
pod wpływem alkoholu – 4469
trzeźwy(a) – 2574
pod wpływem leków – 2300
Alkohol jest tu ważnym czynnikiem. Około 29,9% wszystkich zdarzeń dotyczy osób pod wpływem alkoholu. To pokazuje, że alkohol nadal jest w Polsce bardzo silnie związany z zachowaniami samob#1czymi. Może działać jako:
rozhamowanie,
wzmocnienie impulsu,
pogłębienie depresji,
sposób „znieczulenia” przed działaniem.
Jednocześnie wysoka liczba kategorii pod wpływem leków wskazuje, że część osób była już w leczeniu albo miała kontakt z farmakoterapią. To ważny sygnał dla systemu zdrowia psychicznego.
Zgony, 2025
Największe ustalone kategorie to:
pod wpływem alkoholu – 370
trzeźwy(a) – 275
pod wpływem leków – 76
Tu jednak trzeba zaznaczyć, że nie wszystkie kategorie są równie dobrze opisane jak w danych ogółem. Mimo to alkohol pozostaje bardzo ważnym elementem ryzyka.
Kontakt z instytucjami – gdzie system działa, a gdzie nie działa
Ogółem, 2025
Największe kategorie:
brak możliwości ustalenia – 11 821
kontakt z placówką leczniczą – 2567
kontakt z Policją – 412
kontakt z inną instytucją – 171
Zgony, 2025
Największe kategorie:
brak możliwości ustalenia – 4002
kontakt z placówką leczniczą – 647
kontakt z Policją – 101
Tu widać dwie rzeczy.
Po pierwsze
Ogromna liczba kategorii „brak możliwości ustalenia” pokazuje, że system nadal ma wielkie luki w wiedzy o człowieku przed kryzysem. Często nie wiemy, gdzie był, z kim rozmawiał, z jakiej pomocy korzystał, czy próbował szukać wsparcia.
Po drugie
Bardzo wyraźnie widać, że część osób miała wcześniej kontakt z placówką leczniczą. To znaczy, że problem nie polega wyłącznie na tym, że ludzie nie szukają pomocy. Część z nich już była w systemie, ale mimo to nie udało się przerwać drogi do kryzysu.
To może prowadzić do bardzo mocnego wniosku: w Polsce problemem nie jest tylko dostęp do pomocy, ale także skuteczność, ciągłość i jakość pomocy.
Miejsce zdarzenia – kryzys dzieje się przede wszystkim w domu
Ogółem, 2025
Najczęstsze miejsca:
mieszkanie/dom – 9431, czyli 63,1%
inne – 1037
droga/ulica/chodnik – 958
park, las – 937
garaż/piwnica/strych – 854
Zgony, 2025
Najczęstsze miejsca:
mieszkanie/dom – 2088, czyli 43,7%
garaż/piwnica/strych – 608
park, las – 556
zabudowania gospodarcze – 486
To bardzo ważne społecznie. Kryzys najczęściej nie dzieje się w miejscach publicznych, lecz:
w domu,
w przestrzeni prywatnej,
w miejscach zamkniętych,
z dala od szybkiej reakcji innych osób.
To może świadczyć o:
samotnym przeżywaniu cierpienia,
słabej widoczności kryzysu dla otoczenia,
braku codziennej obecności innych ludzi,
zamykaniu się osób w kryzysie we własnym świecie.
Dom powinien być miejscem bezpieczeństwa. Tymczasem z tych danych wynika, że bardzo często staje się miejscem skrajnego załamania.
Sposób popełnienia – różnica między próbą a zgonem
Ogółem, 2025
Najczęstsze sposoby:
powieszenie się – 5008
zażycie innych leków – 2342
zażycie środków nasennych / leków psychotropowych – 2285
samookaleczenie powierzchowne – 2134
rzucenie się z wysokości – 945
Zgony, 2025
Najczęstsze sposoby:
powieszenie się – 3558, czyli 74,5%
rzucenie się z wysokości – 350
rzucenie się pod pojazd w ruchu – 196
zastrzelenie się / użycie broni palnej – 111
Tu różnica jest wyraźna. W danych ogółem widać sporo sposobów, które nie muszą zakończyć się śmiercią. W zgonach dominuje jedna metoda. To oznacza, że:
próby mają różny ciężar,
ale w przypadkach śmiertelnych dominuje sposób bardzo trudny do odwrócenia,
a więc część zgonów dotyczy działań o bardzo wysokiej skuteczności.
To ważne przy projektowaniu profilaktyki. Nie wystarczy mówić o ogólnym wsparciu. Trzeba też rozumieć, że część kryzysów przechodzi bardzo szybko od myśli do czynu.
Dzień tygodnia – kryzys nie jest tylko „weekendowy”
W 2025 roku w danych ogółem najwięcej zdarzeń było:
poniedziałek – 2299
wtorek – 2233
niedziela – 2180
W danych o zgonach podobnie:
poniedziałek – 748
wtorek – 733
środa – 707
To ciekawy sygnał. Kryzys nie koncentruje się wyłącznie wokół weekendu. Wysokie wartości na początku tygodnia mogą sugerować:
silny lęk przed obowiązkami,
trudność wejścia w rytm szkoły i pracy,
poczucie przeciążenia,
załamanie po samotnym weekendzie lub po napięciach domowych.
To nie jest najważniejsza oś tych danych, ale warto to zauważyć.
Co te dane mówią o kondycji polskiego społeczeństwa
1. Polska jest społeczeństwem przeciążonym psychicznie
Wzrost liczby zamachów samob#1czych ogółem pokazuje, że coraz więcej osób dochodzi do granicy wytrzymałości. To nie wygląda na chwilowe wahnięcie. To wygląda na trwały, wieloletni problem.
2. Najbardziej alarmujący jest kryzys młodych
Gigantyczny wzrost w grupie 13-18 lat to sygnał alarmowy dla rodziców, szkół, samorządów i państwa. Jeśli nastolatki coraz częściej mają ciężki kryzys, to znaczy, że coś nie działa w otoczeniu społecznym, emocjonalnym i wychowawczym.
3. Mężczyźni nadal są grupą najwyższego ryzyka śmierci
Choć rośnie udział kobiet w danych ogółem, to zgon nadal najczęściej dotyczy mężczyzn. To może oznaczać:
większą samotność emocjonalną,
mniejszą gotowość do proszenia o pomoc,
późniejsze zgłaszanie kryzysu,
wybieranie bardziej śmiertelnych sposobów działania.
4. Samotność i osłabienie więzi są jednym z kluczowych problemów
Duży udział osób stanu wolnego, wysoki udział zdarzeń w domu, silna obecność zawodów miłosnych i konfliktów rodzinnych pokazują, że polskie społeczeństwo ma dziś poważny problem z relacjami, bliskością i poczuciem oparcia w drugim człowieku.
5. Kryzys psychiczny nie dotyczy tylko „wykluczonych”
W danych są:
osoby pracujące,
uczniowie,
bezrobotni,
emeryci,
osoby pozostające na utrzymaniu innych.
To oznacza, że kryzys psychiczny nie jest problemem jednej grupy. Jest rozlany przez całe społeczeństwo.
6. Szkoła i młodość stały się obszarem wysokiego ryzyka
Wzrost liczby uczniów w tych danych jest jednym z najbardziej niepokojących sygnałów. To oznacza, że działania profilaktyczne trzeba przenosić nie tylko do gabinetów specjalistów, ale także do szkół, rodzin i codziennych relacji z młodymi ludźmi.
Część osób miała kontakt z placówkami leczniczymi, a mimo to dochodziło do bardzo ciężkiego kryzysu. Z drugiej strony ogromne braki danych pokazują, że system często nadal nie widzi człowieka wystarczająco wcześnie.
8. Zdrowie psychiczne jest dziś jednym z głównych tematów społecznych w Polsce
Nie jako modny temat, ale jako realne pole zagrożenia życia. Te dane pokazują bardzo jasno, że problem zdrowia psychicznego nie jest poboczny. Jest centralny.
Już po takiej analizie można powiedzieć, że jako społeczeństwo jesteśmy w czarnej dziurze. Ale fakty są takie, że żyjemy w trudnych czasach – świat narzuca kulturę pośpiechu i szybkiego sukcesu. Więcej, więcej i jeszcze raz więcej nam nie służy. Zbyt dużo bodźców, brak odpoczynku, zbyt wysoki poziom stresu, a co za tym idzie kortyzolu. Można wymieniać długo.
Dlatego tak ważne, jest aby zadbać o siebie samego.
– Kiedy dziennikarze pytają mnie dlaczego napisałem książkę „Chłopaki nie płaczą, chłopaki z okien skaczą. Poradnik ratujący życie”, odpowiadam, bo nie chcę, aby mężczyźni rozbijali się na murze z napisem depresja – mówi Marcin Dybuk.
Tylko, że ten problem dotyczy nie tylko facetów, ale jak pokazują statystyki, całego społeczeństwa. Książka może być (a nawet jest) pierwszym krokiem, ku lepszemu życiu. Podobnie jak terapia.
To nie jest świetlica ani „kolejne zajęcia po szkole”. Niebieskie Trampki działają w miejscu, gdzie młodzi i tak się zbierają — w galeriach handlowych — i właśnie dlatego potrafią ich zatrzymać, zanim znikną. Tu można wejść bez zapisów, usiąść na kanapie, pograć, pomilczeć, a kiedy przyjdzie moment — powiedzieć dorosłemu, że jest źle. Z tragedii czasu pandemii powstała bezpieczna baza, w której zaufanie buduje się powoli: od herbaty i rozmów o niczym, aż po historie o przemocy, uzależnieniach, samotności i lęku. Pięć lat później młodzi nadal wracają — czasem już dorośli — żeby pokazać, że ten jeden krok do środka potrafił zmienić wszystko.
W galerii handlowej najgłośniej jest zawsze po południu. Metaliczny stuk schodów ruchomych, muzyka ze sklepów, rozmowy, śmiech, zapach kawy i frytek. Ludzie gdzieś idą — do kina, po zakupy, na spotkanie. Każdy ma swój cel.
Tylko część młodych, którzy wchodzą, kręcą się po piętrach, skręcają w korytarze bez witryn, nie ma żadnego celu. Stają najpierw kilkanaście metrów od drzwi. Czytają napis. Udają, że patrzą w telefon. Czasem wracają. Czasem stoją piętnaście minut. A czasem wchodzą. Po drugiej stronie nie ma recepcji ani formularzy. Jest kanapa, stół, piłkarzyki i ktoś dorosły, który nie pyta: „dlaczego tu jesteś?”. Mówi: Cześć. Dobrze, że jesteś.
I od tego zaczyna się coś, czego młodzi bardzo często nie mają nigdzie indziej.
Pogrzeb, od którego wszystko się zaczęło
Pomysł Niebieskich Trampek nie powstał podczas warsztatów ani konferencji. Powstał po tragedii. W 2021 roku, w czasie pandemii, do Fundacji FOSA zgłosili się rodzice po samobójczej śmierci licealisty. Nie prosili o projekt ani program. Prosili o obecność — o to, żeby ktoś porozmawiał z młodzieżą, która przyjdzie na pogrzeb.
– Zostaliśmy zaproszeni jako specjaliści, żeby po prostu być. I zobaczyliśmy, jak ogromna jest potrzeba rozmowy i wsparcia – mówi Beata Stawicka z Fundacji FOSA, współpomysłodawczyni Niebieskich Trampek.
Rodzina przekazała pieniądze przeznaczone na kwiaty na działania dla młodych. W tym samym czasie terapeuci słyszeli od nastolatków jedną powtarzającą się informację: spotykamy się w galerii handlowej. To był moment przełomowy.
– Zrozumieliśmy wtedy bardzo wyraźnie: to nie młodzież ma przyjść do nas. To my musimy wyjść do młodzieży – dodaje Stawicka.
Kilka tygodni później doszło do kolejnego dramatycznego zdarzenia — młoda osoba w kryzysie suicydalnym znalazła się na dachu centrum handlowego. Uratowano ją. Ale dla zespołu było jasne, że pomoc przychodzi za późno.
Dlaczego akurat galeria
Dorośli często mówią: młodzież siedzi w telefonach. Rzeczywistość wygląda jednak inaczej. Oni wychodzą z domu — tylko nie mają dokąd. Podwórka zniknęły, świetlice się zamknęły, szkoła bywa miejscem presji, a dom nie zawsze jest bezpieczny. Zostaje przestrzeń neutralna: centrum handlowe.
– Centra handlowe to współczesne podwórka – przyznaje Dastin Suski, wiceprezes Fundacji Fosa.
Pandemia pomogła paradoksalnie — wiele lokali stało pustych. W jednym z nich pojawiła się kanapa. Potem druga. Planszówki. Herbata. Tak powstał pierwszy klub w centrum handlowym Forum w Gdańsku. Nie nazwano go „punktem wsparcia psychologicznego”. Nazwa była celowo zwyczajna. Trampki — bo noszą je wszyscy. Niebieskie — bo kolor smutku.
Jak wygląda dzień w klubie
Drzwi otwierają się o 13:00. Niektórzy już czekają. Nie ma zapisów. Nie ma kart członkowskich. Nie ma obowiązkowych zajęć. Można wejść na pięć minut albo na pięć godzin.
– To nie jest klub zajęciowy. To jest bezpieczna baza. Miejsce, gdzie młody człowiek może po prostu być – twierdzi Emilia Kaczkowska, kierowniczka klubu młodzieżowego Niebieskie Trampki w Metropolii w Gdańsku-Wrzeszczu.
Jedni od razu podchodzą do stołu. Inni siadają pod ścianą i milczą. Ktoś gra na konsoli. Ktoś rysuje. Ktoś śpi na kanapie — pierwszy raz tego dnia w spokoju. I to jest akceptowane. Bo w Niebieskich Trampkach nie trzeba być w formie.
Kim są młodzi, którzy tu trafiają
Nie istnieje jeden typ. Przychodzą uczniowie z dobrymi ocenami i ci zagrożeni niezdaniem do następnej klasy. Dzieci z bardzo troskliwych domów i takie, w których nikt nie pyta, gdzie były całą noc. Młodzież w spektrum autyzmu, uchodźcy, osoby po przemocy, młodzi z pieczy zastępczej.
– Uzależnienia, przemoc, zagubienie. Czasem prostytucja nieletnich. Ale to nie są rzeczy, o których dowiadujemy się pierwszego dnia – przyznaje Tatsiana Mironenko, koordynatorka klubu Forum Młodzieży – Niebieskie Trampki i kierowniczka klubu w Elblągu.
Najpierw jest herbata. Potem planszówka. Potem rozmowa o muzyce. Dopiero po tygodniach pojawia się prawdziwy powód przychodzenia.
Najtrudniejszy krok
Największą barierą nie jest rozmowa o problemach. Największą barierą jest wejście. Jedna dziewczyna przez wiele dni stała kilkadziesiąt metrów od drzwi. Obserwowała. W końcu jedna z pracownic wyszła do niej.
– Dziś studiuje psychologię. Zaczynała od ogromnego lęku przed pierwszym kontaktem – mówi z radością w głosie i błyskiem w oku Emilia Kaczkowska.
Niektórzy śledzą klub pół roku w internecie, zanim przyjdą. Czasem przychodzą rano, gdy nikogo nie ma. To pokazuje skalę samotności.
O czym naprawdę chcą rozmawiać
Wbrew obawom dorosłych rzadko zaczyna się od narkotyków czy przemocy. Najpierw są pytania o relacje: Jak zagadać? Dlaczego mnie ignorują? Czy jestem dziwny?
– Dla młodego zawód miłosny to jego cały świat – wyjaśniaTatsiana Mironenko. – Niestety, dorośli traktują to stwierdzeniem: “no co tam, jeszcze sto miłości przed tobą”.
W klubie rodzą się przyjaźnie. Pierwsze pary. Pierwsze rozstania. I coś jeszcze: doświadczenie, że konflikt nie musi oznaczać końca relacji.
Dlaczego młodzi milczą w domu
Największe zaskoczenie dla pracowników pojawia się, gdy zaczynają mówić o rodzicach. Nie mówią o nich źle.
– Oni nie milczą ze strachu przed rodzicami. Oni milczą, bo boją się ich zawieść – przekonuje Dastin Suski. – Widzą wysiłek dorosłych, inwestowane pieniądze, oczekiwania. I kiedy nie dają rady — przestają mówić. Relacja powoli się oddala.
To, czego najbardziej potrzebują
Uwaga. Nie kontrola.Nie wykład. Nie natychmiastowa diagnoza.
– Wszystko, nawet najgorsze zachowania, to wołanie o uwagę – przekonuje Tatsiana Mironenko. – Czasem młody człowiek mówi zdanie, które streszcza całą historię: „Mogę wrócić pijany i nikt tego nie zauważy”.
Wtedy widać, że problem nie zaczyna się w szkole ani w internecie. Zaczyna się w niewidzialności.
Kiedy wiadomo, że to działa
Nie wtedy, gdy przychodzą. Tylko wtedy, gdy wracają. Po roku. Po dwóch. Już jako dorośli.
– Przychodzą i mówią: mam pracę, mam znajomych, coś mi się udało – z dumą opowiada Emilia Kaczkowska. – Że mają lepszy kontakt z kimś, że znaleźli znajomych, że coś im wyszło.
Przesyłają kartki z wakacji. Organizują urodziny w klubie. Pomagają skręcać meble. To oznacza jedno: to miejsce stało się częścią ich historii życia.
Czym naprawdę są Niebieskie Trampki
Formalnie — klub młodzieżowy. W praktyce — pierwszy dorosły, który słucha bez ocen.
– Czasem wystarczyłoby jedno zdanie: jestem z ciebie dumny albo nie zawsze musi ci wychodzić – ważne, żebyś do mnie przyszedł. To może całkowicie zmienić sytuację między nimi – dodaje Dastin Suski.
To proste zdanie działa mocniej niż wiele programów profilaktycznych. Bo młodzi najpierw potrzebują relacji, a dopiero potem pomocy specjalistycznej. Niebieskie Trampki nie zastępują terapii. One sprawiają, że ktoś w ogóle odważy się po nią sięgnąć.
Pięć lat później
Każdego roku do jednego klubu trafia kilkaset nowych osób. I liczba nie maleje. To najważniejsza informacja. Bo oznacza, że młodzi nadal szukają miejsca, gdzie ktoś naprawdę ich zobaczy.
Niebieskie Trampki nie rozwiązują wszystkich problemów młodzieży. Ale robią coś fundamentalnego: zanim młody człowiek zniknie z relacji, ze szkoły, z życia społecznego — ktoś go zauważa. I czasem właśnie to wystarcza, żeby zrobił następny krok.
Najtrudniejsze w relacji nie jest mówienie. Najtrudniejsze jest słuchanie wtedy, gdy druga osoba jest w emocjach. Dlaczego nie potrafimy się zatrzymać, zanim zaczniemy radzić, poprawiać lub tłumaczyć?
Jestem przekonana, że pod wieloma konfliktami, napięciami i nieporozumieniami kryje się jedno, bardzo ludzkie pragnienie – zostać naprawdę usłyszanym, dostrzeżonym, zobaczonym w „tu i teraz”. Bez interpretacji, bez oceny.
Obecność zamiast przytaknięcia
Nie chodzi o przytaknięcie, zgodę ani natychmiastowe rozwiązanie. Chodzi o moment, w którym ktoś przestaje się spieszyć. Nie szykuje w głowie odpowiedzi. Nie buduje kontrargumentu. Nie minimalizuje.
Zatrzymuje się. Jest obecny. „Rozumiem, że to dla Ciebie ważne. Usłyszałam Cię.”
W domu
W domu takie zdanie potrafi zatrzymać spiralę nieporozumień. Nie dlatego, że nagle wszystko się zgadza, ale dlatego, że przestajemy być sami ze swoim przeżyciem. Samotność w emocjach bywa trudniejsza niż sama emocja. Zwłaszcza w tych trudnych.
Czasem wystarczy moment obecności przy nastolatku, który wchodzi w gniew lub frustrację – nie musimy od razu tłumaczyć, wytykać ani nakazywać, radzić czy rozwiązywać. Wystarczy, że zatrzymamy się obok, wysłuchamy, pozwolimy mu poczuć, że jego przeżycia mają znaczenie.
W pracy
W pracy – w zespołach, podczas trudnych rozmów czy spotkań – dzieje się podobnie. Rozmawiamy o celach, zadaniach, wynikach. A pod spodem często kryje się czyjaś frustracja, rozczarowanie, niepewność, lęk przed oceną. Czasem ktoś mówi wprost: „To się nie uda”, czasem milczy, chowając swoje wątpliwości.
Kiedy nikt tego nie słyszy, cała energia idzie w walkę, w udowadnianie, w wycofanie, w chłód.
Kiedy ktoś naprawdę słucha – energia obecności może wrócić do rozmowy. Zawracamy do bycia w relacji, zamiast każdy w swojej bańce. Może nawet pojawić się odwaga, by powiedzieć wprost: „Potrzebuję wsparcia” lub „Nie wiem, jak to rozwiązać”.
Ciało
Ciało reaguje pierwsze. Kiedy czujemy się naprawdę usłyszani, napięcie zaczyna powoli opadać. Mobilizacja, która przygotowywała się na konfrontację, rozluźnia się. Oddech się pogłębia. Pojawia się więcej przestrzeni – na rozmowę, na myślenie, na kontakt.
Obecność jako kompetencja
Z mojego doświadczenia i obserwacji wynika, że obecność jest jedną z najtrudniejszych kompetencji dorosłości, zwłaszcza gdy druga osoba jest w emocjach. Naturalny odruch to naprawić, uspokoić, wyjaśnić, przyspieszyć, rozwiązać. Czasem – obronić się, a nawet zaatakować.
Tymczasem bycie przy kimś w emocji wymaga czegoś odwrotnego: odłożenia swojej racji, odłożenia potrzeby bycia zrozumianym, odłożenia własnego tempa. I odłożenia obawy, że „nie wiem”.
O depresji na Maglu Życia mówiliśmy już wiele razy. Tym razem patrzymy szerzej. Zebraliśmy rozmowy i teksty, w których specjaliści i osoby z doświadczeniem własnym pokazują chorobę z różnych perspektyw: medycznej, rodzinnej, zawodowej i męskiej. Szukamy jej źródeł, sprawdzamy, jak wpływa na relacje, pracę i codzienność oraz co można zrobić, zanim kryzys się pogłębi. Bo depresja nie jest już rzadkim problemem — staje się jednym z najpoważniejszych wyzwań zdrowotnych naszych czasów. Warto ją zrozumieć wcześniej, a nie dopiero wtedy, gdy zacznie rządzić naszym życiem.
Poniżej prezentujemy teksty i rozmowy z ekspertami, którzy spojrzeli na temat choroby z innych stron. Poszukaliśmy źródła choroby, przyjrzeliśmy się jak staje się epidemią XXI wieku z Joanną Łunio, psychiatrą i ordynatorką oddziału ogólnopsychiatrycznego Szpitala dla Nerwowo i Psychicznie Chorych w Starogardzie Gdańskim.
Wpływ depresji na seksualność, to temat, który przybliżyła nam Aleksandra Piasecka, psycholożka, seksuolożka i terapeutka par.
Depresja w rodzinie…
…nie dotyczy jednej osoby. Zmienia codzienność wszystkich domowników. W trzecim odcinku cyklu „Depresja bez tabu” rozmawialiśmy z Dastinem Suskim, psychologiem, psychoterapeutą i wiceprezesem Fundacji FOSA, o tym jak rozpoznać kryzys, jak wspierać bez wyręczania i jak zadbać o siebie, by starczyło nam sił na pomoc bliskim.
Depresja i wypalenie zawodowe to tematy, które coraz częściej pojawiają się w rozmowach o zdrowiu psychicznym. Praca, która z założenia ma dawać poczucie sensu, rozwijać i zapewniać bezpieczeństwo, potrafi stać się ciężarem – zarówno dla pracowników, jak i dla menedżerów. O tym porozmawialiśmy z Radosławem Nowakiem,psychoterapeutą, zastępcą dyrektora Gdańskiego Ośrodka Promocji Zdrowia i Profilaktyki Uzależnień.
Rodzina, relacje i uważność na emocje
– to dziś moje filary” – powiedział nam Łukasz Bejm, gdański radny. W szczerej rozmowie opowiada, jak wychodził z depresji, co było najtrudniejsze i jakie wnioski chce przekazać innym mężczyznom.
Warto także poczytać o książce „Chłopaki nie płaczą, chłopaki z okien skaczą. Poradnik ratujący życie”. Często dziennikarze pytają mnie dlaczego ją napisałem.
– Po to, aby mężczyźni nie rozbijali się na murze z napisem depresja. Aby poznali lepiej siebie, zrozumieli czym są emocje i jaką pełnią w naszym życiu rolę. To poradnik ratujący życie. Dosłownie i w przenośni.
Wszystkie materiały znajdziesz poniżej. Teksty i rozmowy, które przybliżą Ci problem jakim jest depresja. Warto wiedzieć jak działa i jaki wpływ na życie ma choroba, która przez psychiatrów jest już nazywana epidemią XXI wieku. Zdaniem WHO już za niespełna cztery lata, w 2030 roku będzie to choroba najczęściej diagnozowana przez lekarzy. Nie ma co czekać, aż nas dopadnie. Lepiej jej przeciwdziałać. Szkoda życia, aby było za późno.
Jakie są objawy depresji? Po czym ją odróżnić od zwykłego smutku i kiedy iść do psychiatry? Coraz więcej osób zadaje te pytania, bo depresja przestaje być rzadką chorobą – staje się doświadczeniem obecnym w wielu rodzinach. Ten tekst jest przewodnikiem dla chorych i dla bliskich: jak rozpoznać depresję i jak naprawdę pomóc.
Sprzedaż leków przeciwdepresyjnych w Polsce rośnie, liczba zwolnień lekarskich zwiększa się z roku na rok, a psychiatrzy mówią dziś wprost: depresja przestaje być tylko problemem zdrowotnym – staje się jednym z najpoważniejszych problemów społecznych.
Od czasu spotkań z czytelnikami książki „Chłopaki nie płaczą, chłopaki z okien skaczą. Poradnik ratujący życie” widzę to bardzo wyraźnie. Na niemal każdym spotkaniu podchodzą mężczyźni zawieszeni pomiędzy funkcjonowaniem a całkowitym wyczerpaniem psychicznym — i wielu z nich nie wie, że to właśnie depresja.
Po jednym ze spotkań podchodzi do mnie około pięćdziesięcioletni mężczyzna. Mówi, że jest w kryzysie psychicznym. Po kilku minutach rozmowy żegnamy się przytuleniem. Życzę mu powrotu do zdrowia. Odpowiada: — Chciałbym zapłakać, ale nie potrafię. Jestem w środku suchy.
Czy depresja to już epidemia?
Coraz więcej osób wpisuje w wyszukiwarkę: czy mam depresję? i czy depresja jest coraz częstsza? Psychiatrzy nie mają wątpliwości.
Joanna Łunio — psychiatra, ordynator oddziału ogólnopsychiatrycznego Szpitala dla Nerwowo i Psychicznie Chorych w Starogardzie Gdańskim:
“Myślę, że obie odpowiedzi są prawidłowe. Depresja jest epidemią naszych czasów, ale też coraz częściej o niej mówimy. Coraz więcej osób zaczyna ją traktować poważnie. Pamiętam konferencję, na której padła prognoza: w 2030 roku depresja stanie się chorobą najbardziej uniesprawniającą człowieka. Dziś to już nie brzmi abstrakcyjnie.”
Dane są jednoznaczne:
w 2013 roku sprzedano w Polsce ok. 7,5 mln opakowań leków przeciwdepresyjnych
w 2023 roku już 15,5 mln
liczba dni zwolnień lekarskich rośnie co roku
psychiatrzy w 2025 roku wystawili o 6,1% więcej recept niż rok wcześniej
To nie jest już tylko problem gabinetów terapeutycznych. To problem rodzin, szkół, firm i relacji.
Smutek a depresja – najważniejsza różnica
Najbardziej niebezpieczne w depresji jest to, że na początku wygląda znajomo. Człowiek tłumaczy sobie: „mam gorszy okres”, „jestem przemęczony”, „przejdzie”.
Joanna Łunio:
„Smutek trwa krótko — kilka godzin lub dni i jest reakcją na wydarzenie. Spotykamy się z kimś, idziemy na spacer i pojawia się poprawa. Depresja to coś zupełnie innego. To stan trwający co najmniej dwa tygodnie przez większość dnia. Bliscy nie są w stanie nas z niego ‘wyciągnąć’. Często nie ma jednej przyczyny. Ona po prostu się pojawia i zaczyna uniesprawniać życie.”
Właśnie dlatego wiele osób trafia do specjalisty dopiero po miesiącach, a nawet latach.
Jak naprawdę wygląda depresja – 3 podstawowe objawy
Psychiatrzy mówią o tzw. triadzie depresyjnej. Jeśli te trzy objawy występują razem przez minimum dwa tygodnie — to bardzo poważny sygnał.
Obniżony nastrój – codziennie przez większość dnia
Utrata przyjemności (anhedonia) – nic już nie cieszy
Brak energii – nawet podstawowe czynności są wysiłkiem
W praktyce wygląda to bardzo konkretnie:
ktoś przestaje odbierać telefony
przestaje wychodzić z domu
zaniedbuje higienę
nie płaci rachunków
To nie jest „gorszy humor”. To powolne wyłączanie się z życia.
Wczesne objawy depresji, które najczęściej są ignorowane
Depresja często zaczyna się od objawów fizycznych.
Joanna Łunio:
„Bardzo charakterystyczne są zaburzenia snu — budzenie się o drugiej lub trzeciej w nocy. Spada apetyt, pojawia się chudnięcie i spadek libido. Dochodzą zaburzenia myślenia: poczucie winy, przekonanie że jest się ciężarem dla rodziny. Najbardziej obawiamy się myśli samobójczych — one zwykle narastają stopniowo.”
Najpierw pojawia się bezsens życia. Potem myśl, że bliskim byłoby łatwiej bez nas. Dopiero później konkretne plany.
Skąd bierze się depresja?
Depresja prawie nigdy nie ma jednej przyczyny.
„Istnieją czynniki biologiczne i genetyczne, ale ogromną rolę odgrywa styl życia: brak snu, przeciążenie pracą, brak ruchu. Do tego dochodzi porównywanie się w mediach społecznościowych i brak poczucia bezpieczeństwa” — mówi Joanna Łunio.
Psychiatrzy widzą dziś dwie szybko rosnące grupy pacjentów:
młodych dorosłych (20–25 lat)
starszych mężczyzn po przejściu na emeryturę
Dla wielu mężczyzn utrata pracy oznacza utratę sensu życia.
Depresja u mężczyzn – dlaczego zgłaszają się najpóźniej
Mężczyźni najczęściej nie mówią o emocjach, tylko je przeczekują. Objawy traktują jak zmęczenie albo wypalenie. Do psychiatry trafiają dopiero wtedy, gdy funkcjonowanie zaczyna się rozpadać. Dlatego depresja u mężczyzn bardzo często jest rozpoznawana późno.
Jak pomóc osobie z depresją? Największe błędy bliskich
Dastin Suski — psycholog i psychoterapeuta, wiceprezes Fundacji Fosa:
„Rodzina to system naczyń połączonych. Gdy jedna osoba wypada z rytmu, wszyscy muszą się przeorganizować. Największą krzywdę robi milczenie.”
Dlaczego „weź się w garść” nie działa
„To zwykle wynika z lęku. Bliscy zaczynają organizować życie chorego. Problem w tym, że depresja odbiera energię. Zewnętrzne recepty tylko zwiększają poczucie bezsilności.”
Co pomaga naprawdę
rozmowa
obecność
małe kroki
towarzyszenie w szukaniu pomocy
Najważniejsze zdanie: „Widzę, że jest ci ciężko. Jestem obok.”
Jeśli objawy trwają ponad dwa tygodnie, pojawia się bezsenność, wycofanie z życia, poczucie bezsensu lub myśli rezygnacyjne — to moment na pomoc specjalisty. Psycholog pomaga zrozumieć problem. Psychiatra diagnozuje depresję i w razie potrzeby włącza leczenie.
Depresja w związku i seksualności
Aleksandra Piasecka — psycholożka i seksuolożka:
„U osób w depresji potrzeby seksualne często znikają. Chorujący unika bliskości, a partner dystansuje się, żeby nie wywierać presji. W efekcie oboje są razem, ale osobno.”
Największym problemem depresji nie jest brak leczenia. Największym problemem jest zbyt późne rozpoznanie. Depresja rzadko zaczyna się dramatycznie. Zaczyna się cicho:
„jestem tylko zmęczony”
„nic mi się nie chce”
„daj mi spokój”
I właśnie wtedy można ją zatrzymać.
Marcin Dybuk
Gdzie szukać pomocy
Gdy jest zagrożenie życia: 112 – numer alarmowy
Całodobowa pomoc dla dorosłych w kryzysie: 800 70 2222 – Centrum Wsparcia dla Osób Dorosłych w Kryzysie Psychicznym (24/7) 116 123 – wsparcie emocjonalne dla dorosłych (24/7)
Pomoc dla dzieci i młodzieży: 116 111 – Telefon Zaufania dla Dzieci i Młodzieży (24/7) 800 12 12 12 – Dziecięcy Telefon Zaufania RPD
Kryzys psychiczny w pracy rzadko zaczyna się spektakularnie. Zwykle zaczyna się cicho – od zmęczenia, które „przejdzie”, i napięcia, które „jest normalne”. Przeciążenie częściej widziane jest jako słabość ludzi, a nie sygnał systemu czy kultury pracy. W takich warunkach hasło „jeszcze dam radę” staje się strategią przetrwania. To właśnie tutaj zaczyna się (albo kończy) bezpieczeństwo psychologiczne.
Kryzys psychiczny to proces, nie moment
W potocznym myśleniu kryzys psychiczny często kojarzy się z czymś nagłym i wyraźnym. Tymczasem w kontekście pracy jest to zazwyczaj proces narastający, rozciągnięty w czasie. Człowiek funkcjonuje, pracuje, odpowiada na maile, bierze udział w spotkaniach. Z zewnątrz – wszystko się zgadza.
Problem polega na tym, że koszt tego funkcjonowania rośnie, a sygnały ostrzegawcze są bagatelizowane – zarówno przez samego pracownika, jak i przez otoczenie. To właśnie dlatego kryzys psychiczny tak długo pozostaje niewidoczny.
„Jeszcze dam radę” jako strategia przetrwania
Hasło „jeszcze dam radę” rzadko jest zaprzeczaniem problemu. Znacznie częściej jest strategią przetrwania, szczególnie u osób:
odpowiedzialnych
zaangażowanych
przyzwyczajonych do „dowożenia”
pełniących kluczowe role
mających silne poczucie lojalności wobec zespołu lub organizacji
To są często ludzie, których najmniej podejrzewamy o kryzys. Bo przecież „oni zawsze dają radę”.
Tyle że ta strategia działa tylko do pewnego momentu. Granica „jeszcze” przesuwa się niepostrzeżenie – aż w końcu zostaje przekroczona.
Dlaczego organizacje tego nie widzą?
Nawet tam, gdzie mówi się o wellbeingu, empatii i zdrowiu psychicznym, kryzys bywa widoczny dopiero wtedy, gdy przestaje się mieścić w codziennym funkcjonowaniu.
Nie dlatego, że ludzie nie chcą pomocy. Częściej dlatego, że:
nagradzamy „radzenie sobie”, a nie sygnalizowanie granic
mylimy odpowiedzialność z odpornością
menedżerowie boją się otworzyć rozmowę, której nie będą umieli „zamknąć”
procedury dają poczucie kontroli, a relacje wymagają obecności i odwagi
W efekcie łatwiej zauważyć nieobecność niż długotrwałe przeciążenie.
Nadwrażliwość czy przeciążony system?
W pracy często używa się określeń takich jak „nadwrażliwość”, „trudność w regulacji emocji”. Tymczasem bardzo często nie mamy do czynienia z cechą osoby, ale z przeciążonym układem nerwowym, który od dawna funkcjonuje ponad swoje możliwości.
Zmiany nastroju, drażliwość, trudność w koncentracji, wycofanie czy nadreaktywność emocjonalna bywają sygnałem, że system jest w stanie chronicznego napięcia – a nie dowodem „braku odporności”.
To ważna różnica. Bo inaczej zaczynamy wtedy myśleć nie o „naprawianiu człowieka”, ale o zatrzymaniu procesu, który do tego stanu doprowadził.
Kryzys nie zaczyna się w dniu L4
Kryzys psychiczny w pracy nie zaczyna się w dniu zwolnienia lekarskiego, rezygnacji czy dłuższej nieobecności, ale dużo wcześniej – w milczeniu, przeciążeniu i przesuwaniu własnych granic.
Dlatego rozmowa o zdrowiu psychicznym w pracy nie powinna zaczynać się dopiero wtedy, gdy „coś się wydarzy”. Znacznie ważniejsze jest pytanie, czy potrafimy wcześniej zobaczyć człowieka, a nie tylko ciągłość zadań.
Co naprawdę robi różnicę?
Nie ma prostych, zero–jedynkowych strategii. Szczególnie w przypadku osób odpowiedzialnych i zaangażowanych. Ale realną różnicę robią:
uważna rozmowa bez presji na szybkie rozwiązanie
zgoda na to, że ktoś może być jednocześnie kompetentny i w kryzysie
elastyczność zamiast natychmiastowych decyzji „albo–albo”
lider, który potrafi być obecny
Bo prawdziwym sprawdzianem dla organizacji nie są deklaracje ani szkolenia, notabene te, na których pracownicy hurtowo zgłaszają zmęczenie. Jest nim moment realnego spotkania z kryzysem psychicznym pracownika.
Im więcej mówimy o kryzysie psychicznym w pracy spokojnie, bez ocen i uproszczeń, tym większa szansa, że miejsca pracy będą naprawdę wspierające, a nie tylko pozornie „odporne”.
Pod jednym z moich postów ktoś napisał: „Mam poczucie, że organizacyjnie zmęczenie jest wciąż widziane jako słabość ludzi, a nie systemu czy kultury organizacyjnej.”
To zdanie bardzo celnie pokazuje, że bezpieczeństwo psychologiczne nie kończy się na deklaracjach, ale zaczyna tam, gdzie potrafimy zobaczyć zmęczenie jako informację o systemie — a nie tylko o „niewystarczającej odporności” człowieka.
Może więc warto zadać sobie pytanie: czy w momencie kryzysu potrafimy w pracy zobaczyć człowieka – a nie tylko brak ciągłości?
Aldona Dybuk psychoterapeutka, HR BP, coach, instruktorka pracy z ciałem, trenerka pracy rozwojowej
Męskie kręgi, to przestrzeń, w której bez skrępowania możesz rozmawiać o tym, co naprawdę cię trapi. To wyjątkowe miejsce, gdzie dzielimy się uczuciami, wątpliwościami i refleksjami, nie obawiając się oceny.
Współczesny świat wymusza na mężczyznach odgrywanie ról, które często nie pozwalają na pełne wyrażenie siebie. Nasze spotkania są odskocznią od tych oczekiwań, oferując miejsce na otwartą, autentyczną rozmowę – mówi Jarosław, jeden z uczestników. – Dziś mężczyźni są często wychowywani w kulturze, która blokuje emocje. W męskim kręgu przełamujemy te bariery, budując wzajemne wsparcie.
Rozmowy o życiowych wyzwaniach i celach nie tylko rozwijają umiejętności komunikacyjne i empatię, ale też pomagają zrozumieć, jak skutecznie rozwiązywać konflikty i radzić sobie z problemami.
To przestrzeń, gdzie każdy czuje się akceptowany, bez masek, które nosimy w codziennym życiu. Wspólne refleksje nad wartościami i marzeniami mogą inspirować do wewnętrznego rozwoju i podejmowania nowych wyzwań – dodaje Mariusz.”
Czym jest krąg mężczyzn?
To bezpieczna przestrzeń, gdzie możesz wyrazić, co cię porusza, otrzymując wsparcie, zrozumienie i inspirację do działania. Tu liczy się prawda – bez potrzeby imponowania czy zdobywania uznania. Celem jest szczere dzielenie się sobą.
Opinie uczestników
Mariusz: Dla mnie kręgi to powrót do rozmowy, której mężczyźni przez lata się bali. Rozmowy o tym, kim jesteśmy, skąd bierzemy siłę i dlaczego tak często próbujemy być twardzi zamiast prawdziwi. W Polsce trudno mówić o męskości bez dotykania historii. Wychowano nas w cieniu martyrologii — w przekonaniu, że prawdziwy mężczyzna to ten, który znosi, walczy, cierpi w milczeniu. Ten obraz miał sens, gdy walczyliśmy o przetrwanie. Dziś jednak potrzebujemy nowego bohaterstwa: odwagi, by nie udawać. Męskie kręgi odwracają ciężar martyrologii – nie po to, by ją zignorować, lecz by nadać jej inne znaczenie. Cierpienie i poświęcenie nie muszą być kultem. Mogą być lekcją o sile wspólnoty. O tym, że mężczyzna nie musi już być samotnym rycerzem. Może być bratem. Ojcem. Przyjacielem. Kimś, kto słucha i mówi szczerze. Ta inicjatywa to przestrzeń, w której mężczyźni wracają do siebie nawzajem. Bez wstydu, bez rywalizacji, z poczuciem, że każdy z nas nosi w sobie kawałek tej samej historii – i to właśnie z niej może powstać coś dobrego.
Marek: Spotkania z Marcinem są dla mnie czymś wyjątkowym. Nie każdy potrafi z taką lekkością i wyczuciem stworzyć przestrzeń, w której kilkunastu dorosłych mężczyzn otwiera się, słucha siebie nawzajem i wraca po więcej – często nie mogąc się doczekać kolejnego spotkania. Męskie kręgi pozwalały na prawdziwe, niefiltrowane dzielenie się tym, co w nas żywe. To dla mnie bardzo rozwijające doświadczenie i świetnie zainwestowany czas.
Jak wyglądają spotkania?
Każde spotkanie trwa dwie godziny. Rozmawiamy o tematach, które wnosimy na krąg, które inspirują nas do rozmowy. Dzielenimy się doświadczeniami, emocjami i refleksjami, szukamy rozwiązań dla danego problemu. Spotykamy się co dwa tygodnie.
Zasady w kręgu:
– Bądź obecny i autentyczny; – Mówi jedna osoba, reszta słucha; – Słuchamy się z szacunkiem; – Dzielimy się doświadczeniami, nie oceniamy; – Nie doradzamy, chyba że ktoś o to poprosi; – Poufność – to, co w kręgu, zostaje w kręgu; – Komunikacja bez przemocy; – Telefony wyłączone; – Bez udziału pod wpływem środków odurzających czy alkoholu.
Harmonogram spotkań
Spotykamy się do dwa tygodnie we wtorek, o godzinie 19.
Przebieg spotkania
Godzina: 19:00–21:00 Miejsce: Gdańsk Wrzeszcz Koszt: 100 zł za spotkanie Na miejscu: kawa, herbata, dobra atmosfera i przestrzeń do dzielenia się życiem (tylko jeśli chcesz – w myśl zasady wszystko możesz (prawie) nic nie musisz) Liczba miejsc: 12 – napisz do nie i sprawdź czy mam wolne miejsce Zapisy: Po akceptacji regulaminu, który prześlę, osobom które skontaktują się ze mną Kontakt: Marcin Dybuk, marcin.dybuk@gmail.com, +48 695 36 36 21
Dołącz do Męskich Kręgów Masculinum i poczuj siłę męskiego wsparcia!
Zapraszam Marcin Dybuk Certyfikowany moderator Męskich Kręgów Masculinum marcin.dybuk@gmail.com, +48 695 36 36 21
FOTA GŁÓWNA I PONIŻSZE Z WYJAZDOWEGO WEEKENDU MODERATORÓW MĘSKIEGO KRĘGU. Na dowód, że takie rzeczy dzieją się naprawdę 🙂
Zarządzaj ustawieniami cookies
Dbamy o Twoją prywatność. Pliki cookies i podobne technologie wykorzystujemy w celu prawidłowego działania strony, analizy odwiedzin oraz – jeśli wyrazisz zgodę – do celów marketingowych. Możesz samodzielnie wybrać, na które rodzaje plików cookies się zgadzasz.
W każdej chwili możesz zmienić swoje ustawienia cookies, klikając w link „Zarządzaj cookies” dostępny na dole strony. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce prywatności i plików cookies.
Niezbędne (wymagane)
Zawsze aktywne
Te pliki są konieczne do prawidłowego działania strony i nie można ich wyłączyć w naszych systemach. (Podstawa prawna: art. 6 ust. 1 lit. f RODO – uzasadniony interes Administratora)
Preferencje
Przechowywanie lub dostęp techniczny jest niezbędny do uzasadnionego celu przechowywania preferencji, o które nie prosi subskrybent lub użytkownik.
Analityczne i statystyczne
Przechowywanie techniczne lub dostęp, który jest używany wyłącznie do celów statystycznych.Pomagają nam zrozumieć, jak użytkownicy korzystają ze strony, abyśmy mogli ją ulepszać. (Podstawa prawna: art. 6 ust. 1 lit. a RODO – zgoda użytkownika)
Marketingowe
Służą do personalizacji treści i wyświetlania dopasowanych reklam. (Podstawa prawna: art. 6 ust. 1 lit. a RODO – zgoda użytkownika)
Wspieramy organizacje i liderów w budowaniu dojrzałych i odpornych środowisk pracy poprzez rozwój kompetencji emocjonalnych i jakości współpracy w zespołach.