To nie jest świetlica ani „kolejne zajęcia po szkole”. Niebieskie Trampki działają w miejscu, gdzie młodzi i tak się zbierają — w galeriach handlowych — i właśnie dlatego potrafią ich zatrzymać, zanim znikną. Tu można wejść bez zapisów, usiąść na kanapie, pograć, pomilczeć, a kiedy przyjdzie moment — powiedzieć dorosłemu, że jest źle. Z tragedii czasu pandemii powstała bezpieczna baza, w której zaufanie buduje się powoli: od herbaty i rozmów o niczym, aż po historie o przemocy, uzależnieniach, samotności i lęku. Pięć lat później młodzi nadal wracają — czasem już dorośli — żeby pokazać, że ten jeden krok do środka potrafił zmienić wszystko.
W galerii handlowej najgłośniej jest zawsze po południu. Metaliczny stuk schodów ruchomych, muzyka ze sklepów, rozmowy, śmiech, zapach kawy i frytek. Ludzie gdzieś idą — do kina, po zakupy, na spotkanie. Każdy ma swój cel.
Tylko część młodych, którzy wchodzą, kręcą się po piętrach, skręcają w korytarze bez witryn, nie ma żadnego celu. Stają najpierw kilkanaście metrów od drzwi. Czytają napis. Udają, że patrzą w telefon. Czasem wracają. Czasem stoją piętnaście minut. A czasem wchodzą. Po drugiej stronie nie ma recepcji ani formularzy. Jest kanapa, stół, piłkarzyki i ktoś dorosły, który nie pyta: „dlaczego tu jesteś?”. Mówi: Cześć. Dobrze, że jesteś.
I od tego zaczyna się coś, czego młodzi bardzo często nie mają nigdzie indziej.
Pogrzeb, od którego wszystko się zaczęło
Pomysł Niebieskich Trampek nie powstał podczas warsztatów ani konferencji. Powstał po tragedii. W 2021 roku, w czasie pandemii, do Fundacji FOSA zgłosili się rodzice po samobójczej śmierci licealisty. Nie prosili o projekt ani program. Prosili o obecność — o to, żeby ktoś porozmawiał z młodzieżą, która przyjdzie na pogrzeb.
– Zostaliśmy zaproszeni jako specjaliści, żeby po prostu być. I zobaczyliśmy, jak ogromna jest potrzeba rozmowy i wsparcia – mówi Beata Stawicka z Fundacji FOSA, współpomysłodawczyni Niebieskich Trampek.
Rodzina przekazała pieniądze przeznaczone na kwiaty na działania dla młodych. W tym samym czasie terapeuci słyszeli od nastolatków jedną powtarzającą się informację: spotykamy się w galerii handlowej. To był moment przełomowy.
– Zrozumieliśmy wtedy bardzo wyraźnie: to nie młodzież ma przyjść do nas. To my musimy wyjść do młodzieży – dodaje Stawicka.

Kilka tygodni później doszło do kolejnego dramatycznego zdarzenia — młoda osoba w kryzysie suicydalnym znalazła się na dachu centrum handlowego. Uratowano ją. Ale dla zespołu było jasne, że pomoc przychodzi za późno.
Dlaczego akurat galeria
Dorośli często mówią: młodzież siedzi w telefonach. Rzeczywistość wygląda jednak inaczej. Oni wychodzą z domu — tylko nie mają dokąd. Podwórka zniknęły, świetlice się zamknęły, szkoła bywa miejscem presji, a dom nie zawsze jest bezpieczny. Zostaje przestrzeń neutralna: centrum handlowe.
– Centra handlowe to współczesne podwórka – przyznaje Dastin Suski, wiceprezes Fundacji Fosa.
Pandemia pomogła paradoksalnie — wiele lokali stało pustych. W jednym z nich pojawiła się kanapa. Potem druga. Planszówki. Herbata. Tak powstał pierwszy klub w centrum handlowym Forum w Gdańsku. Nie nazwano go „punktem wsparcia psychologicznego”. Nazwa była celowo zwyczajna. Trampki — bo noszą je wszyscy. Niebieskie — bo kolor smutku.
Jak wygląda dzień w klubie
Drzwi otwierają się o 13:00. Niektórzy już czekają. Nie ma zapisów. Nie ma kart członkowskich. Nie ma obowiązkowych zajęć. Można wejść na pięć minut albo na pięć godzin.

– To nie jest klub zajęciowy. To jest bezpieczna baza. Miejsce, gdzie młody człowiek może po prostu być – twierdzi Emilia Kaczkowska, kierowniczka klubu młodzieżowego Niebieskie Trampki w Metropolii w Gdańsku-Wrzeszczu.
Jedni od razu podchodzą do stołu. Inni siadają pod ścianą i milczą. Ktoś gra na konsoli. Ktoś rysuje. Ktoś śpi na kanapie — pierwszy raz tego dnia w spokoju. I to jest akceptowane. Bo w Niebieskich Trampkach nie trzeba być w formie.
Kim są młodzi, którzy tu trafiają
Nie istnieje jeden typ. Przychodzą uczniowie z dobrymi ocenami i ci zagrożeni niezdaniem do następnej klasy. Dzieci z bardzo troskliwych domów i takie, w których nikt nie pyta, gdzie były całą noc. Młodzież w spektrum autyzmu, uchodźcy, osoby po przemocy, młodzi z pieczy zastępczej.
– Uzależnienia, przemoc, zagubienie. Czasem prostytucja nieletnich. Ale to nie są rzeczy, o których dowiadujemy się pierwszego dnia – przyznaje Tatsiana Mironenko, koordynatorka klubu Forum Młodzieży – Niebieskie Trampki i kierowniczka klubu w Elblągu.
Najpierw jest herbata. Potem planszówka. Potem rozmowa o muzyce. Dopiero po tygodniach pojawia się prawdziwy powód przychodzenia.
Najtrudniejszy krok
Największą barierą nie jest rozmowa o problemach. Największą barierą jest wejście. Jedna dziewczyna przez wiele dni stała kilkadziesiąt metrów od drzwi. Obserwowała.
W końcu jedna z pracownic wyszła do niej.
– Dziś studiuje psychologię. Zaczynała od ogromnego lęku przed pierwszym kontaktem – mówi z radością w głosie i błyskiem w oku Emilia Kaczkowska.
Niektórzy śledzą klub pół roku w internecie, zanim przyjdą. Czasem przychodzą rano, gdy nikogo nie ma. To pokazuje skalę samotności.

O czym naprawdę chcą rozmawiać
Wbrew obawom dorosłych rzadko zaczyna się od narkotyków czy przemocy. Najpierw są pytania o relacje: Jak zagadać? Dlaczego mnie ignorują? Czy jestem dziwny?
– Dla młodego zawód miłosny to jego cały świat – wyjaśnia Tatsiana Mironenko. – Niestety, dorośli traktują to stwierdzeniem: “no co tam, jeszcze sto miłości przed tobą”.
W klubie rodzą się przyjaźnie. Pierwsze pary. Pierwsze rozstania. I coś jeszcze: doświadczenie, że konflikt nie musi oznaczać końca relacji.
Dlaczego młodzi milczą w domu
Największe zaskoczenie dla pracowników pojawia się, gdy zaczynają mówić o rodzicach. Nie mówią o nich źle.
– Oni nie milczą ze strachu przed rodzicami. Oni milczą, bo boją się ich zawieść – przekonuje Dastin Suski. – Widzą wysiłek dorosłych, inwestowane pieniądze, oczekiwania. I kiedy nie dają rady — przestają mówić. Relacja powoli się oddala.

To, czego najbardziej potrzebują
Uwaga. Nie kontrola.Nie wykład. Nie natychmiastowa diagnoza.
– Wszystko, nawet najgorsze zachowania, to wołanie o uwagę – przekonuje Tatsiana Mironenko. – Czasem młody człowiek mówi zdanie, które streszcza całą historię: „Mogę wrócić pijany i nikt tego nie zauważy”.
Wtedy widać, że problem nie zaczyna się w szkole ani w internecie. Zaczyna się w niewidzialności.
Kiedy wiadomo, że to działa
Nie wtedy, gdy przychodzą. Tylko wtedy, gdy wracają. Po roku. Po dwóch. Już jako dorośli.
– Przychodzą i mówią: mam pracę, mam znajomych, coś mi się udało – z dumą opowiada Emilia Kaczkowska. – Że mają lepszy kontakt z kimś, że znaleźli znajomych, że coś im wyszło.
Przesyłają kartki z wakacji. Organizują urodziny w klubie. Pomagają skręcać meble. To oznacza jedno: to miejsce stało się częścią ich historii życia.
Czym naprawdę są Niebieskie Trampki
Formalnie — klub młodzieżowy. W praktyce — pierwszy dorosły, który słucha bez ocen.
– Czasem wystarczyłoby jedno zdanie: jestem z ciebie dumny albo nie zawsze musi ci wychodzić – ważne, żebyś do mnie przyszedł. To może całkowicie zmienić sytuację między nimi – dodaje Dastin Suski.
To proste zdanie działa mocniej niż wiele programów profilaktycznych. Bo młodzi najpierw potrzebują relacji, a dopiero potem pomocy specjalistycznej. Niebieskie Trampki nie zastępują terapii. One sprawiają, że ktoś w ogóle odważy się po nią sięgnąć.

Pięć lat później
Każdego roku do jednego klubu trafia kilkaset nowych osób. I liczba nie maleje. To najważniejsza informacja. Bo oznacza, że młodzi nadal szukają miejsca, gdzie ktoś naprawdę ich zobaczy.
– Chciałabym, żebyśmy umieli mówić sobie: widzę cię. Jesteś ważny – mówi Beata Stawicka.
Niebieskie Trampki nie rozwiązują wszystkich problemów młodzieży. Ale robią coś fundamentalnego: zanim młody człowiek zniknie z relacji, ze szkoły, z życia społecznego — ktoś go zauważa. I czasem właśnie to wystarcza, żeby zrobił następny krok.
Marcin Dybuk

